Nawrócenie

Prawdziwe historie ludzi, którzy doświadczyli dotyku Boga w dziedzinie serca i emocji.
Możesz skontaktować się z każdą z opisanych osób, a także spotkać się z nią w „realu”.

image Joanna

Zanim spotkałam Jezusa moje życie było pełne mroku, cierpienia i zagubienia. Od kiedy pamiętam przeżywałam stany depresyjne, dręczyły mnie myśli samobójcze, pragnęłam by „zniknąć”, pojawiła się autoagresja i krzywdzenie samej siebie, wpadałam w sidła szatana poprzez najróżniejsze poważne grzechy. Tuż zanim w moje życie wkroczył Jezus u mnie nastąpił dotkliwy kryzys, pełen panicznego lęku, depresji, przeczuwania niebezpieczeństwa i prawdziwa ciemność. Paraliżował mnie strach przed sądem Bożym. Zaczęłam szukać Boga. Wołałam „Panie Jezu, pomóż!”. On przyprowadził mnie do kościoła, kapłanów, zrodził we mnie potrzebę przebywania z Nim, pierwszy raz zaczęłam czytać Pismo Święte oraz prawdziwie wyznałam wszystkie swoje grzechy w sakramencie pokuty i pojednania. Pewnego dnia Jezus poprosił, żebym Mu zaufała, a ja się nie rozczarowałam. Jezus przyszedł do mnie z miłością. Gdy pełna lęku i cierpienia wołałam do Jezusa, On mnie nie zawiódł. Koił moje łzy, przynosił ukojenie w niepokoju, który nie pozwalał funkcjonować, a Jego obecność przy mnie odczuwałam niejednokrotnie jak delikatny wiatr, który koił mój strach. Bóg postawił na mojej drodze odpowiednich ludzi, dzięki którym zrozumiałam, że Bóg mnie kocha. Zbliżałam się do Jezusa stopniowo, był to proces ciężki ale jednocześnie najpiękniejszy czas mojego życia. Zakochałam się w Panu. Przyjęłam sakrament bierzmowania, dokładnie tydzień później oddałam swoje życie Jezusowi, a On uleczył moje myśli samobójcze, przywrócił mi poczucie własnej wartości, wlał wybaczenie dla krzywdzicieli i dla samej siebie, teraz odczuwam radość z życia i dostrzegam jak piękny jest świat i życie. Już nie krzywdzę siebie, mam wspaniałych ludzi, którymi Bóg mnie otoczył we wspólnocie, odczuwam radość i pokój oraz Bożą pomoc i opiekę. Niewiarygodne jak bardzo zmieniło się moje życie od kiedy jest w nim miejsce dla Boga. Jestem ukochaną córką Boga i nic tego nie zmieni. Bóg jest wspaniałym i dobrym Ojcem. Dziękuje Ci Panie.
Joanna
Skontaktuj się z: Joanną

image Staszek

Czy myślałeś, by w życiu zrobić coś wielkiego? Ja też chciałem i próbowałem w wielu dziedzinach, ale wszystko się kończyło, przemijało i nie dawało trwałego szczęścia.By innym zaimponować, aby się popisać, potrafiłem nawet narazić swoje życie i skakać w podstawówce z pierwszego piętra.
Z wiarą nie było lepiej. Przez wiele lat byłem przeciętnym katolikiem, nie mającym sobie nic do zarzucenia. Na zewnątrz krótka, wyuczona modlitwa, msza w niedzielę i święta, spowiedź, jak już czułem się źle. A w środku, ciągle powracające grzechy, moja bezskuteczna, wieloletnia walka i przygniatająca bezsilność wobec nich, przy tym ślepota na wiele złego wyrządzonego sobie i bliźnim. Miałem coraz mniej czasu dla rodziny, bo zabierały go niezauważane przeze mnie uzależnienia: TV, komputer, gry. Do tego pojawiały się obawy, stres i niewyjaśniony gniew. Wszystko to niszczyło moje zdrowie i relacje z innymi.
I pewnego dnia, dzięki książce, którą dostałem od koleżanki, zrozumiałem prostą prawdę, że Bóg może wszystko i jest samą miłością. Jezus przecież oddał za mnie życie! Dlatego bez obaw oddałem Mu całego siebie i wszystko, co mam.
A On potraktował to naprawdę poważnie i zaczął zmieniać moje życie. Znikła większość moich uzależnień, grzechów i lęków. Zrezygnowałem z telewizji i gier komputerowych. Zyskałem przez to więcej cennego czasu dla rodziny i siebie. Czułem się coraz bardziej szczęśliwy i zacząłem dziękować za każdą chwilę życia. Dzięki nauce Jezusa nauczyłem się szukać w innych dobra i modlić się za tych, którzy czynią mi zło. Przebaczyłem między innymi z serca osobie, która wiele razy mnie skrzywdziła, a wcześniej nie umiałem zrozumieć jej zachowania.
Moja modlitwa i czytanie Biblii nabrało sensu, bo zrozumiałem, że rozmawiam z Jezusem, który mnie wysłuchuje i naprawdę pomaga mi w życiu.
Ale wiem, że największe rzeczy są dopiero przede mną, bo na nowo odkrywam prawdę słów Chrystusa: „Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu!” (Mk 16,15). W innej książce przeczytałem również słowa, które mnie bardzo poruszyły: „Modlitwa daje moc, ale głoszenie Ewangelii tą moc uwalnia”.
Dzięki Bogu i mojej przemianie, mogę się tą radością podzielić teraz z Tobą. Wierzę, że Jezus tęskni i czeka również na Ciebie. Te proste, szczerze wypowiedziane słowa „Jezu, ufam Tobie” mogą zmienić również Twoje życie na lepsze. Życzę Ci tego z całego serca.
Staszek
Skontaktuj się z: Staszkiem

image Iwona

Przez kilka lat ćwiczyłam jogę i korzystałam z usług bioenergoterapeutów, wróżek i różnego rodzaju uzdrowicieli. Na początku wszystko układało się doskonale ale po jakimś czasie zaczęło się coś złego ze mną dziać. Odczuwałam na przemian stany głębokiego przygnębienia i momenty euforii, stroniłam od ludzi, źle sypiałam, a w mojej głowie słyszałam głosy! Zaczęłam się bać! Do kościoła chodziłam sporadycznie, uważałam wtedy, że ja sama, medytując w domu jestem w stanie łączyć się z Bogiem kiedy tylko chcę. Tak wtedy myślałam.
Szukając ratunku moje rozważania przerodziły się w modlitwy do Jezusa Miłosiernego – dostałam mały obrazek Miłosiernego od mamy gdy wyprowadzałam się z domu. Zaczęło być ze mną lepiej, oddałam siebie w ręce Jezusa i odtąd chciałam tylko Jego wolę pełnić!
W ubiegłym roku, wiedziona słowami Boga, pojechałam do Afryki żeby zdobyć Kilimandżaro! Ale zanim to się stało na Zanzibarze podczas zwiedzania atrakcji turystycznych natykam się na katedrę św Józefa, gdzie właśnie trwała Msza św. Uzmysławiam sobie, że przecież jest niedziela, przestałam fotografować. Wchodzę do kościoła, klękam i modlę się przejęta ogromem potęgi naszego Boga. Jak to możliwe, myślę, że przywiódł mnie tutaj, na kraniec świata, w tym właśnie momencie! Wtedy usłyszałam Jego słowa: „chodź do mnie”. Gdy waham się nie wierząc w to co się dzieje, słyszę kolejne słowa: „to tutaj rozgrywa się twoje Kilimandżaro!” i wtedy po raz pierwszy od kilku lat przyjmuję Eucharystię.
Wchodzę na najwyższy szczyt Afryki, wyprawa trwa klika dni, jest bardzo ciężko, w momencie kryzysu gdy już nie miałam sił i czuję, że nie dam rady, zaczynam się modlić: ” Boże, przecież to ty mnie tu przywiodłeś, to twoją wolą było! pomóż mi teraz wejść na tę górę, proszę!” I czuję jak moje nogi są niesione – same idą bez żadnego wysiłku z mojej strony. Na tej górze uwierzyłam, że Bóg jest tak rzeczywisty jak ty i ja! Wręcz namacalny! Wiem, że zdobyłam tę górę dzięki Jezusowi! Przez Niego i dla Niego!
W kwietniu tego roku trafiam z wizytą, do mojej przyjaciółki i dowiaduję się o zagrożeniach duchowych, o praktykach okultystycznych i o tym jakie to jest niebezpieczne! W przeciągu dwóch dni, w dzień Miłosierdzia Bożego (ten dzień a nie inny, to nie mógł być przypadek – przecież ten obrazek miałam przed oczami gdy się modliłam) idę do kościoła gdzie dowiaduję się, że to co robiłam do tej pory jest złe, słyszę słowa – ” nie będziesz mieć cudzych bogów przede mną”.
Te słowa zmienią mnie samą a przez to i moje życie. Odtąd wiem, że w Kościele świętym mam szukać Boga, że w sakramentach tkwi siła i moc walki z szatanem! Ten Rok Wiary dał mi to czego szukałam całe życie, za czym tęskniłam błądząc po omacku, dał mi łaskę nawrócenia – nowe życie, życie w Bogu. W tym właśnie roku, w Dniu Miłosierdzia Bożego, sam Bóg – Jezus Chrystus dokonał cudu mojego nawrócenia.
Iwona
Skontaktuj się z: Iwoną

image Leokadia

Wiara zawsze była dla mnie ważna, ponieważ wychowałam się w rodzinie katolickiej. Wiedziałam zatem, że trzeba się modlić, chodzić do kościoła. W związku z czym długo wydawało mi się, że jest ze mną wszystko w porządku. Miałam swoje priorytety: dom, rodzina, praca.
Kiedy z czasem zaczęły się pojawiać coraz trudniejsze problemy w małżeństwie, trudne relacje z synem- niestety nie umiałam ich rozwiązywać. Łatwo mnie można było zdenerwować, krzyczałam. Potrafiłam poza domem nie źle moje złe zachowania maskować.
Modliłam się, chodziłam na pielgrzymki, przeczytałam wiele książek o tematyce chrześcijańskiej, niestety nie czytałam Pisma Świętego. Mimo wielu moich starań, nie doświadczałam miłości Bożej- miałam wrażenie, że owszem wierzę w Boga ale moja wiara nie przekłada się na moje życie. Nie chciałam tak żyć.
Moja przygoda z Jezusem rozpoczęła się w 2009 roku na jednych z wielu rekolekcji, które przeżywałam. Tam dowiedziałam, że mogę być w bliskiej relacji z Jezusem i powierzyć swoje życie Jemu. Nie mogłam w to uwierzyć, że tak po prostu. To była tak wspaniała wiadomość. Z ogromną ufnością, w krótkiej modlitwie oddałam swoje życie Panu. Piękny to był czas dla mnie, odkrywałam żywe słowa Pisma Świętego, nigdy tak wcześniej się nie modliłam. Czułam ogromny pokój. Nie wszystko rozumiałam, co działo się na tych rekolekcjach, lecz poznałam tam wielu ludzi pozytywnie nastawionych do życia. Też tego chciałam.
Teraz po nawróceniu mam ogromny pokój, przestałam się zamartwiać nie tylko o swoją przyszłość, lecz też o przyszłość syna i jego rodzinę. Od kiedy Bóg w moim życiu jest na pierwszym miejscu, moje życie nabrało innego, wspaniałego wymiaru. Jezus nieustannie porządkuje moje życie, które nie stało się wolne od problemów, lecz teraz wszelkie plany życiowe we wszystkich sferach mojego życia staram się najpierw powierzać Jezusowi. Jak mówi słowo Boże „Bóg współdziała we wszystkim dla mojego dobra”, jest to niezwykle fascynujące doświadczenie.
Jeśli chcesz, Jezus może zmienić też Twoje życie –decyzja należy do Ciebie.
Leokadia
Skontaktuj się z: Leokadią

image Heniek

Prawdziwie spotkałem Boga 15 lat temu. W lutym 1999 r udałem się do Ośrodka Leczenia Uzależnień w Gorzycach, ponieważ od kilku lat bezskutecznie zmagałem się z chorobą alkoholową.
Do ośrodka nie zostałem jednak przyjęty ponieważ nie spełniałem warunku bycia trzeźwym i byłem zmuszony spędzić noc na dworcu PKP. To właśnie tam siedząc samotnie, z dala od domu zobaczyłem całą prawdę o sobie, swojej chorobie i o tym jak destrukcyjny wpływ mam na życie mojej rodziny. Przeraziłem się i po raz pierwszy w życiu zacząłem się modlić, po raz pierwszy prawdziwie, po raz pierwszy z serca. Do tej pory Bóg nie był mi potrzebny, radziłem sobie sam. Podczas tej modlitwy doświadczyłem realnej obecności kogoś potężnego i nieskończenie dobrego zarazem. I otrzymałem zapewnienie, że nigdy nie byłem i nie będę sam bo On jest ze mną. W tym właśnie czasie zostałem uzdrowiony z nałogu. Otrzymałem wolność choć uświadomiłem to sobie dopiero po jakimś czasie. Przez 15 lat wielokrotnie próbowano ukraść mi tę wolność ale On był zawsze przy mnie osobiście i w drugim człowieku. Dziś jestem trzeźwy, żyję w wolności bo zaufałem Jezusowi.
Heniek
Skontaktuj się z: Heńkiem

image Bożena

Mój mąż chorował na rzadką chorobę, Zespół Guillaina-Barrégo. Istnieją dwie odmiany tej choroby – przy przewlekłej, na którą chorował mój mąż, następuje powolna śmierć.
Przy ostrym przebiegu tej choroby robi się dializę krwi i nie zawsze wraca się do całkowitego zdrowia, czasem zostaje się w kalectwie do końca życia. Natomiast w odmianie przewlekłej medycyna jest bezradna. Powoli się umiera i jest się tego świadomym. Starałam się o pomoc od kliniki z Wiednia, z całego świata, bez skutku. Kiedy sama dostałam rozwolnienia z nerwów, nie poszłam do lekarza, bo dawno ich przekreśliłam, natomiast wtedy koleżanka zabrała mnie na zabieg reiki i wszystko ustąpiło.
Zaczęłam się tym interesować, ponieważ widziałam szansę na to, jak mogłabym sobie pomóc i mężowi. Stopniowo wdrażałam się w świat reiki, przekazywałam mężowi energię, wzywałam kogoś – nie wiem, Boga, guru… Zawsze czułam, że prócz tego, co widzę jest inny świat, ten prawdziwy, niewidoczny.
Jednocześnie miałam doświadczenie snów, które były tak realne, że często musiałam się obudzić sprawdzając, czy to sen i dalej śnić.
Mój mąż po swojej śmierci przychodził do mnie we snach, prosząc mnie o różaniec. Tak trafiłam do Kościoła. Miałam dużo pytań, ale nie znałam nikogo, kto by mógł mi odpowiedzieć. Aż kiedyś zadałam pytanie koledze, a on mi odpowiedział, że wszystko, o czym mówię, jest w Piśmie Świętym. Nawet nie posiadałam w domu Pisma Świętego, ani nie potrafiłam go czytać. Zaczęłam dopiero po roku, kiedy dostałam Biblię właśnie od niego.
Próbowałam rozmawiać z innymi osobami, szukając odpowiedzi na moje pytania dotyczące reiki i Boga. Tak dotarłam do koleżanki, która powiedziała mi o Mszach odbywających się w Częstochowie, na których modlono się o uzdrowienie. Postanowiłam tam pojechać, ponieważ miałam wtedy guza na trzustce.
Po przyjeździe z Częstochowy poznałam księdza, do którego poszłam na rozmowę, a on rozmawiał ze mną, tak, jakby to wszystko, co przeżywam, było dla niego całkowicie zrozumiałe. Wysłał mnie do ruchu „Odnowa w Duchu Świętym”. Tam zobaczyłam cuda i czekałam na moment, kiedy i mnie Bóg uzdrowi.
Jednocześnie moja koleżanka była umierająca na raka. Nie robiło to na mnie większego wrażenia, bo wiele ludzi umiera, nie byłyśmy nawet sobie bliskie, ale miałam w głowie tyko jedną myśl: aby chwycić ją za rękę i wypowiedzieć słowa: „w Imię Jezusa Chrystusa Wstań”. Nie dawało mi to spokoju, i przymusiłam kolegów, żebyśmy pojechali do niej do szpitala. Jednocześnie poprosiłam też „mojego” księdza, aby pojechał ze mną, zrobić jej krzyż na czole. Pojechaliśmy, ksiądz się pomodlił i ta koleżanka wyzdrowiała i cieszy się życiem.
Po pewnym czasie usłyszałam głos, który powiedział: „zrób coś z tym guzem”. Wszędzie, gdzie modlili się nad kimś, byłam pierwsza, bo nie wiedziałam, kiedy mnie Bóg zechce uzdrowić. Po połowie roku zaczęłam się zastanawiać nad słowami: „zrób coś…”, pomyślałam: „to ja mam zrobić? ale jak?” Zaczęłam szukać najlepszych lekarzy i umówiłam się z Bogiem na znaki, prosiłam, aby zrobił mi prezent na urodziny, a jak nie, to na koniec roku, a jeżeli nie zrobi cudu, to obiecałam, że pójdę do lekarza. Nie zrobił cudu, a ja nie byłam jednak w stanie pójść do lekarza i pozwolić, aby mnie krojono. Znów zwróciłam się do Boga i wtedy na spotkaniu podszedł do mnie ksiądz ze słowami „ przychodzę do ciebie od Boga, masz iść do lekarza”. Kiedy poszłam do lekarza, od razu po 3 dniach byłam już w szpitalu, guz był tak duży, że musieli usunąć mi śledzionę, bo była obumarła.
Następnie dostałam słowa poznania o tym, że mam iść do spowiedzi. Ponieważ nie miałam o niej za bardzo pojęcia, musiałam się do niej przygotowywać od podstaw, jak dziecko. Ale do dzisiaj tak jest-kiedy nie znam się na danej rzeczy- zawsze pytam Jezusa, jak mam coś zrobić. Oddałam swoje ziemskie życie Bogu na Jego usługi, ale do tego przygotowywał mnie parę lat. Jestem bardzo szczęśliwa i pragnę pomóc tym, których do mnie wysyła. A On prowadzi mnie do różnych ludzi- nie tylko umierających, ale do samotnych, starych, młodych, tych, z którymi rodzice nie rozmawiają… do wszystkich.
Byłam bardzo przywiązana do snów o mężu, dzięki nim mogłam mieć namiastkę jego obecności. Jednak stwierdziłam, że powinnam oddać Bogu to, co nie pochodzi od Niego i… sny odeszły. Trochę tego żałowałam, ponieważ mój mąż oczywiście pociągał mnie zmysłowo, ale stwierdzam, że to, co otrzymuję od Boga, jest już rajem na tej ziemi. Bóg dał mi drugie życie.
Bożena
Skontaktuj się z: Bożeną

image Sabina

Byłam osobą wierzącą, ale nie praktykującą. Praktyki zaczęły się kiedy mój syn zaczął chodzić do zerówki. Przez siostrę Wiesławę zaczęłam często nawiedzać kościół z moim 6-cio latkiem, bo siostra kazała 🙂 . Parę lat później, jakby tego było mało, mój synek został ministrantem i zaczęły się spotkania raz do roku rodziców ministrantów przy kawce z księdzem. Pewnego razu ksiądz miał plan utworzyć oazę rodzin w naszej parafii. Było to dla mnie coś nowego, nie znanego i w ogóle mi się ten pomysł nie podobał, ale to czego nie udało się dokonać księdzu w moim życiu, udało się moim sąsiadom – prawie siłą zaciągnęli nas na 1 spotkanie 2 kręgu oazy rodzin i od tamtej pory zaczęłam małymi kroczkami kroczyć za Panem. Po paru latach w tej wspólnocie wybrałam się na któreś z kolei rekolekcje, które odbywały się na Górze św. Anny. Tam Jezus dotknął mego serca poczułam Moc Ducha Świętego, który rozgrzał je i dał doświadczyć Jego wielkiej miłości do mnie. Od tamtej pory nie jestem już tym samym człowiekiem. Pan Jezus przemienił moje życie, nagle rzeczy ważne stały się nie ważne bo ważny jest dla mnie tylko On Jezus Chrystus i nie wyobrażam już sobie życia bez Niego i dla Niego. Chwała Panu.
Sabina
Skontaktuj się z: Sabiną

image Miłosz

Prowadziłem życie typowego górnika – rano szychta, a po niej bardzo często zamiast wracać do domu szedłem z kolegami na piwo. Początki wyglądały niepozornie – jedno, dwa piwa na dzień, jednak z czasem zacząłem pić znacznie więcej. Nawet po powrocie do domu zaglądałem do kieliszka. Sam nie wiem kiedy moje picie przeobraziło się w rytuał. Na nic się zdały prośby mojej żony, abym przestał pić. Miałem wrażenie, że w moim postępowaniu nie ma nic złego. Nie widziałem tego, że marnuję czas, zaniedbuję swoją rodzinę oraz wiele obowiązków.
Pewnego dnia usłyszałem od znajomych z rodziny, że jest organizowana msza o uzdrowienie. Za usilną namową mojej żony zdecydowałem się na nią pojechać. W kościele podczas modlitwy usłyszałem od księdza, że są pośród nas osoby, które mają problem z alkoholem i aby oddały go Jezusowi. Zacząłem się modlić, prosić gorąco Pana Boga, by rzeczywiście zabrał ode mnie ten nałóg. W jednym momencie zrozumiałem, że swoim postępowaniem obrażałem Pana Boga, a także bardzo krzywdziłem moją rodzinę. Po niedługim czasie pojechałem na rekolekcje. Tam raz jeszcze oddałem swój problem Jezusowi, i jak się później okazało całe moje życie.
Jezus zaczął mnie przemieniać. Zabrał problem picia, wziął ode mnie też inne grzechy, z których nawet nie zdawałem sobie sprawy. Od tamtej pory pokazuje mi, jaką drogą mam podążać, jak żyć, aby to życie było miłe Bogu. Nie jest to jednak prosta droga, ale pomaga mi w tym codzienna modlitwa, czytanie Słowa Bożego i zaangażowanie w życie kościoła. Bóg obdarza mnie łaskami, pokazuje, że tylko w Jego ranach jest prawdziwe uzdrowienie, zarówno to fizyczne – Pan uzdrawia mnie z wady wymowy – jak i duchowe. Dzięki Jezusowi nauczyłem się na nowo kochać moją żonę i dzieci. Z miłością podchodzę też do każdego napotkanego na swojej drodze człowieka.
Z radością opowiedziałem Ci moją historię, bo jestem dowodem na WIELKĄ MIŁOŚĆ JEZUSA, którą TY również możesz być obdarzony.
Miłosz
Skontaktuj się z: Miłoszem

image Wojtek

Szczęść Boże.
Chciałem się podzielić świadectwem mojego nawrócenia i powrotu do Pana Boga.
Zawsze byłem praktykującym katolikiem jednak około 16 roku życia jednocześnie rozpocząłem przyjmować obecnie panujący na świecie światopogląd mówiący, że człowiek powinien spróbować wszystkiego co oferuje nam obecny świat a następnie zdecydować czy mi się to podoba czy też nie. Stosując tą zasadę już w tamtym okresie swojego życia zacząłem próbować alkoholu, papierosów a czasami nawet miękkich narkotyków i innych niedozwolonych używek. Wyznawałem zasadę, iż to ja jestem panem swojego losu i tylko ja wiem co jest dla mnie dobre a co złe, a własnymi siłami mogę osiągnąć wszystko co tylko mi się podoba. Tak więc „korzystałem” z życia jednocześnie coraz bardziej oddalając się od jedynego dobra jakim jest Pan Bóg.
Niestety moje wyznawane zasady spowodowały, iż z upływem czasu popadłem w nałóg tytoniowy, praktycznie w każdy wieczór spożywałem alkohol, nie stroniłem również od niemoralności seksualnej. Z latami powstawały coraz wieksze problemy. Złe samopoczycie i zniechęcenie próbowałem wyeliminować stosując tzw. złote zasady zawarte w książkach z dziedziny psychologii, a na słabą koncentrację i znużenie przyjmowałem różne suplemety diety. Efekty tego były jednak mierne i krótkotwałe. Położyłem również nasisk na zdobycie jak największej ilości pieniędzy jako źródła szczęścia i powodzenia w życiu. Pogłebiający się materializm wywołał poczucie lęku o utratę dóbr materialnych w wyniku kradzieży, pożaru czy też innej podobnej sytuacji. Moje życie to było jedne wielkie zmaganie z przeciwnościami losu, zawsze miałem jak to się mówi pod górkę i choć szedłem do przodu to kosztowalo mnie to bardzo dużo wysiłku. Do tego zaczeły sie problemy zdrowotne – niezbyt poważne ale zawsze mi coś dolegało.
I tutaj z pomocą przyszedł mi Pan Jezus Chrystys – Syn Boga Żywego.
Podczas jednej niedzielnej Mszy Świętej kapłan powiedział, iż Pan Jezus pragnie aby wszyscy złożyli mu swoje dary, nawet ci z brudnymi rękami. Posłuchałem tego wezwania i w kwietniu 2012 r. powziąłem przyrzeczenie 40-dniowego postu od jednego z moich zniewoleń. Z pomocą Bożą udało mi się przezwyciężyć wszystkie pokusy. Coraz bardziej czułem potrzebę zbliżenia się do Boga i życia zgodnie z jego przykazaniami. Zacząłem uczestniczyć w rekolekcjach i Mszach Św. z modlitwą o uzdrowienie. Na jednej z nich Pan Jezus uzdrowił mnie z alergii na pyłki traw. Była to dla mnie najpiękniejsza rzecz na świecie – prezent od Boga i to za darmo a przecież zawsze musiałem o wszystko walczyć i starać się własnymi siłami. Byłem szczęśliwy ale w moim przypadku okazało się, że z Bogiem jest jak w filmie Hitchcoca – na początku jest trzęsienie ziemi, a potem napięcie tylko rośnie. Po uzdrowieniu z alergii Pan Bóg zaczął uwalniać mnie od pozostałych dolegliwości zdrowotnych ale przede wszystkim od nałogów, zniewoleń, lęków i stanów przeddepresyjnych. Do tego ta wszechogarniająca zlewająca się z nieba miłość Boża, przy której nawet największe dobra materialne tego świata są niczym. Można powiedzieć, że w wieku 33 lat narodziłem się na nowo – duchowo ale też i fizycznie, gdyż po przyjęciu Ducha Świętego nagle przestałem się garbić, zacząłem pewnie stąpać po ziemi z podniesioną głową i pogodną twarzą.
Teraz wiem, że należy trzymać się Pana Boga, przestrzegać jego przykazań i unikać jak ognia grzechów nawet tych najmniejszych. Pana Jezusa Chrystusa ogłosiłem moim osobistym Zbawicielem. Oddałem Mu swoje życie i chcę, żeby to On był zawsze z przodu a ja dopiero za Nim. Od czasu mojego nawrócenia w moim życiu dzieją się cuda, i dużo lżej, można powiedzieć bez trudu, bo z Bogiem, idę przez życie. Mogę zaświadczyć, że Bóg jest tu i teraz – jest Bogiem żywym i wszechogarniającym, musimy mu tylko powiedzieć TAK i wierzyć wiarą oczekującą a Jego cuda są na wyciągnięcie ręki.
Chwała Panu!!
Wojtek
Skontaktuj się z: Wojtkiem