Uzdrowienie serca

Prawdziwe historie ludzi, którzy doświadczyli dotyku Boga w dziedzinie serca i emocji.
Możesz skontaktować się z każdą z opisanych osób, a także spotkać się z nią w „realu”.

image Marcin - doświadczenie pokoju w trudnym czasie

Mam na imię Marcin. Był w moim życiu czas, w którym Bóg mnie dotknął. Był to trudny czas bo wiązał się z rewolucją w moim życiu. Rozpadł się związek, w którym lokowałem nadzieję… Przed tym doświadczeniem, pomimo że nigdy nie odszedłem od Kościoła bardzo daleko, nigdy nie czułem działania Boga w moim życiu, przynajmniej nie zdawałem sobie z tego sprawy. Gdy rozpadał się ten związek wówczas, nie wiedząc co robić zwróciłem się do Boga i wołałem do Niego: ”Panie zajmij się mną, zajmij się moim życiem”. I faktycznie tak się stało i to natychmiast. Pierwsze doświadczenie działania Boga w moim życiu było takie, że po rozpadzie tego związku, nie odczuwałem tragicznego smutku, depresji jakiej się spodziewałem. Miałem pragnienie modlitwy, wypełniałem sobie nią czas oraz twórczym działaniem i … i wcale nie było tak źle. Było to doświadczenie braku smutku, radości z codziennych zajęć, pokój w sercu, przekonanie że wszystko będzie dobrze. Niedługo później poznałem dziewczynę, która obecnie jest moją żoną, potem powoli życie mi się poukładało, a to uczucie braku przygnębienia później zacząłem doświadczać regularnie. Zawsze w związku z wytrwałą modlitwą, lub działaniem na cześć Pana.
Marcin
Skontaktuj się z: Marcinem

image Michał - doświadczenie miłości i wolności

Bóg dotknął mnie pierwszy raz, kiedy miałem 18 lat. Byłem wtedy młodym chłopakiem: na zewnątrz bardzo inteligentnym, odnoszącym sukcesy, a wewnątrz samotnym, zagubionym i pełnym ciemności. Starałem się szukać Czegoś Więcej, ale nie w Kościele, który uważałem za zimny i fałszywy – szukałem w muzyce metalowej, sportach ekstremalnych, przyrodzie i medytacjach wschodu. Ten stan trwał latami i ciągle się pogarszał, ale dzisiaj widzę, że Bóg widział moje szczere poszukiwanie i na nie odpowiedział.
Dokładnie 12.11.1995 wydarzyła się następująca historia: wracałem wieczorem ze ścianki wspinaczkowej i usłyszałem dźwięk gitary z małego kościoła (św. Michała). Ten dźwięk kojarzył mi się z wędrówkami górskimi, dlatego wszedłem do środka. A tu zdziwienie: jacyś ludzie stoją przy ołtarzu, grają na gitarach, mówią o tym, że Jezus coś zmienił w ich życiu. Pierwszy raz w życiu usłyszałem, że Bóg mnie kocha! Totalny szok! Ci sami ludzie zachęcają do modlitwy, aby otworzyć swoje serce dla Jezusa i zapewniają, że On wejdzie i będzie je uzdrawiać. Stanąłem wtedy przed decyzją i byłem nią tak przerażony, że nogi się pode mną uginały. Ale pomodliłem się tak: „Panie Jezu, jeśli istniejesz, to zapraszam Cię teraz do mojego serca, oddaję Ci moje życie.” I On przyszedł! Poczułem nagle w sercu miłość, której nigdy wcześniej nie doświadczyłem, zamiast ciemności, w sercu pojawiła się jasność i wolność, wracałem do domu tańcząc z radości.
Od tego dnia zmieniło się wszystko: zacząłem zauważać ludzi żebrzących na ulicy (wcześniej ich nie dostrzegałem), zacząłem uczyć się nawiązywać relacje z innymi, zacząłem też dzielić się moim doświadczeniem Jezusa z innymi, zrozumiałem, co się dzieje w Kościele i wszedłem do niego. Dziś mam 36 lat, kochaną żonę i trójkę rozbrykanych dzieci, doktorat, firmę i służbę w Kościele – Bóg jest naprawdę dobry 🙂 .
Michał
Skontaktuj się z: Michałem

image Sandra - uwolnienie od samotności

Zetknęłam się ze złem, a zaczęło się od tego, że szukałam szczęścia i akceptacji. Czułam się samotna i nie miałam dobrych więzi z rodzicami. Poszukując miłości, by ktoś mnie lub polubił wpadłam w złe towarzystwo. Pojawiły się złe myśli o sobie, w tym czasie chciałam popełnić samobójstwo, oddałam się całkowicie szatanowi ustnie i pisemnie (modliłam się do niego), oglądałam satanistyczne programy i czytałam czarną biblię, przeklinałam i namawiałam do złego. Bardzo szybko mnie to uzależniło, szatan był moim tzw. przyjacielem i czułam się przy nim ”szczęśliwa”. Miałam później wiele problemów będących przyczyną grzechów, których się wstydziłam. Raniłam ludzi, którym byłam bliska, okłamywałam ich ciągle. Chciałam też zwrócić uwagę na siebie, ale niestety w zły sposób. Nie zdawałam sobie sprawy, że to nie jest zabawa. Nie mogłam się z tego wyrwać i stanąć w prawdzie.
Pewnego dnia na lekcji religii katecheta powiedział, że piekło, jest to stan wiecznego odrzucenia Boga i można to porównać, do zamknięcia siebie w czterech ścianach. Dotknęło mnie to, ponieważ byłam bardzo zraniona samotnością, przez ludzi i rodziców, a zamknięcie mnie sam ze sobą na wieczność, było by dla mnie jeszcze większym cierpieniem. Zatęskniłam za Jezusem, ale bałam się przyjść do Niego. Ciągle myślałam, że moje grzechy są zbyt wstydliwe i za duże żeby wyznać je teraz na spowiedzi, a Bóg nie mógłby je odpuścić. Moim postanowieniem było, wyznać swoje grzechy na ”łożu śmierci”, bo wtedy będę bardziej gotowa niż teraz i może trafię przynajmniej do czyśćca. Czułam jednak strach, przed końcem świata i śmiercią przed spowiedzią. Nie chciałam powierzyć Jezusowi swoich problemów, ponieważ bałam się, że On zrobi coś takiego, że wszyscy dowiedzą się jakim byłam człowiekiem – bardzo złym i niegodnym miłości i troski Boga i ludzi.
W październiku poszłam na nabożeństwo różańcowe, usiadłam sobie w ławce, ale nie modliłam się różańcem. Myślałam o moim złym postępowaniu. Wiedziałam bardzo dobrze, co powinnam zrobić -­ szczerze się wyspowiadać, nie zatajać grzechów, jak to robiłam około dwa lata, byłam jak sparaliżowana przez strach. Powiedziałam Jezusowi, że Go pragnę, ale nie wiem jak, to zrobić najprościej, żeby moje serce się zmieniło. Po jakimś czasie powiedziałam do Jezusa: Jezu zmień mój sposób myślenia. W głębi serca wiedziałam, że moje myślenie o Panu Bogu nie jest poprawne, jakby Duch Święty mi to podpowiedział. I stało się to, w tym momencie. Bóg to zrobił. Wystarczyło się tylko trochę otworzyć. Przestałam się bać pomocy Boga, dostałam na tyle dużą, że nie mogłam spać w nocy. Umówiłam się na spowiedź, czułam jak zło – szatan, niszczy mnie od środka i strach, nawet jeszcze większy niż przed nabożeństwem, tylko tęsknota za Jezusem była większa od strachu, nie mogłam wytrzymać z braku Jezusa w moim życiu. Pragnęłam doświadczenia Jego bliskości i miłości. Wtedy już wiedziałam, że w Nim jest zaspokojenie wszelkich potrzeb i nie trzeba nigdzie indziej szukać. Poszłam w czwartek do spowiedzi, nie byłam w stanie iść do szkoły. 21.10.2010 roku około godziny 11.00 Bóg mnie uwolnił i dał mi pokój serca w trakcie sakramentu pokuty (trwało około 1h).
Teraz jestem czysta, a Jezus mnie upomniał najłagodniej jak tylko, to było możliwe, wezwał i pozwala doświadczać miłości, bo otwarłam moje serce. Już nie mam problemów z grzechami, które mnie wcześniej zniewalały. Pozwalam całkowicie kierować życiem Jezusowi i zdaje się, tylko na Jego wolę, zawsze zwracam się z wszelkimi wątpliwościami do Jezusa. Teraz Bóg jest moim najlepszym przyjacielem, wiem, że z Nim będę prawdziwie szczęśliwa. Moja więź z rodzicami jest coraz lepsza. Nie czuję się już całkiem samotna, bo wiem, że Jezus jest ze mną, doświadczam tego i wiem, że mnie kocha. Postawił mi na drodze osobę, która powiedziała mi zdanie, które zawsze chciałam usłyszeć: „lubię cię taką, jaka jesteś”.
Jezus kocha każdego człowieka, nie trzeba się starać o Jego miłość, kiedyś też tego nie wiedziałam, a teraz już wiem, że tak jest. On nie chce śmierci grzesznika, pragnie pomagać nam we wszystkim, nawet w najdrobniejszych problemach, potrzeba jedynie osobistej decyzji, powiedzenia Bogu „tak”, On nie wchodzi z buciorami w czyjeś życie…
Sandra
Skontaktuj się z: Sandrą

image Agata - odnalezienie własnej godności i wartości

Jako młoda dziewczyna musiałam nieźle zawalczyć o swoją czystość. I choć może nie wyglądam na osobę, która mogłaby mieć z tym problem, to jednak tak się przytrafiło. Przez właściwie jedną osobę, która nie potrafiła zachować swojej czystości i która też nie wiedziała, co ona znaczy, zaczęłam z ciekawości zaglądać na strony przeznaczone dla dorosłych, a tak właściwie dla nikogo. Najgorsze w tym wszystkim było to, że była to osoba bardzo mi bliska, był to mój Brat. Osoba, której ufałam, dotykała mnie w sposób w jaki nie powinna, a to wszystko by zaspokoić swoje „rządze”. A miałam wtedy może z 7-8 lat. To wszystko doprowadziło mnie do działań, które bardzo naruszyły moją godność. Przez długi czas nie akceptowałam siebie, nie potrafiłam na siebie patrzeć, często siebie nienawidziłam. Moja własna wartość była znikoma. Co więcej zamknęłam się na wszelkie bliskie kontakty z drugim człowiekiem, a z chłopakami w szczególności. Czułam się nie dość dobra i ładna, by móc z nimi rozmawiać. Nie bardzo lubiłam być przytulana, ani też okazywać emocji. Ciągnęło się to przez kilka lat. Początkowo, nawet kiedy poznałam Jezusa uznałam, że nie jestem Jego godna, ani tych ludzi, których stawia na mojej drodze. Czasami nawet nie chciało mi się żyć.
Ale Jezus MYŚLAŁ O MNIE INACZEJ. Dla Niego byłam po prostu małą zagubioną dziewczynką, którą bardzo chciał uratować. Za nim to do mnie dotarło zmagałam się z tymi nieczystymi myślami jeszcze przez długi czas. Dopiero kiedy uwierzyłam zupełnie Jezusowi i pozwoliłam Mu zadziałać w moim życiu, On mnie z tego uzdrowił. Teraz czuję się zupełnie CZYSTA. Jakbym dostała Nowe Życie! Przebaczenie, którym obdarowałam mojego Brata sprawiło, że potrafię z nim normalnie rozmawiać. Bóg uzdrowił naszą relację. Wiem, że mojej wartości i godności nic nie jest wstanie zburzyć. Samo podejście do mnie uległo zmianie. Zaczęłam sobie ufać, a żadne wyrzuty nie wracają. Serio, dostałam nową, czystą kartę, jak Kobieta z Ewangelii, której Jezus nie potępił, a którą chcieli potępić ludzie. Jezus pochylił się nade mną i teraz wiem, że idąc z Nim, nic mi się już złego nie przydarzy. A odkrywając jaki On jest, odkrywam swoją jeszcze większą wartość. Jezus mnie podniósł i dał mi nową siłę do tego, by odważnie o tym mówić, bo moja godność to On. Bo moja wartość to On. Bo moja wyjątkowość to On. Bo moja siła to On. I z takim podejściem nawiązuję relację, bardzo piękne przyjaźnie. Bóg postawił na mojej drodze mnóstwo wyjątkowych osób, które lubią mnie jako mnie, bo jestem dzieckiem Boga. Z wielkim pragnieniem oczekuję na jeszcze więcej od Niego. Amen!
Agata
Skontaktuj się z: Agatą

image Kasia - przebaczenie mamie

Przed wstąpieniem do wspólnoty byłam osobą, która myślała, że na wszystko muszę sama sobie zasłużyć, nikt mi nie pomoże w życiu, sama muszę zapracować na siebie i zaopiekować się rodziną. Moje kontakty z mamą nie były zbyt dobre, kiedy się spotykałyśmy, kończyły się zazwyczaj moją depresją i załamaniem emocjonalnym. Podjęłam decyzję przebaczenia mamie zranień, którymi mnie faszerowała przez lata dzieciństwa, od tamtego momentu Bóg zaczął stopniowo przez różne sytuacje, uzdrawiać moje serce. W sakramencie spowiedzi, Bóg prowadził mnie przez przebaczenie sobie, a także bliskim mi osobom. Teraz już nie próbuję wymazywać przeszłości, pogodziłam się z nią i pozwoliłam odpłynąć. Bóg daje mi odczuć Jego bliską obecność w życiu, a także pozwala na to bym świadczyła swoimi doświadczeniami i tym pokazywała innym, że On jest, był, i chce działać w życiu każdego z nas.
Kasia
Skontaktuj się z: Kasią

image Beata - miłość wypełniająca pustki

Wychowałam się w rodzinie pełnej ciepła i miłości. Miałam kochających rodziców i rodzeństwo. Ale już od dzieciństwa poprzez narzeczeństwo potem małżeństwo zawsze miałam niedosyt miłości, takie pragnienie żeby ktoś pokochał bardziej. Pomimo zapewnień o miłości była we mnie taka część mnie – niespełniona, nieszczęśliwa, której nikt nie potrafił wypełnić. Nie wierzyłam w prawdziwą miłość. Czułam się niekochana.
Po wstąpieniu do wspólnoty, będąc na jednym z kursów, podczas adoracji, ponownie ogłosiłam Jezusa moim Panem i powierzyłam Jemu moją tęsknotę za miłością. Nagle poczułam wewnętrzne ciepło, poczułam się kochana, cała ogarnięta miłością. Byłam szczęśliwa. Zrozumiałam, że całe życie szukałam miłości, której nikt nie umiał mi dać a moją największą miłością jest Jezus. On zawsze był przy mnie i czekał kiedy do Niego przyjdę. Zrozumiałam, że Jezus jest numerem 1. w moim życiu. On zastąpi niedoskonałą miłość ojca, matki, męża.
Po powrocie z rekolekcji do domu, okazało się, że gdy ja byłam na kursie, mąż przez cały weekend, podczas mojej nieobecności, nie oglądał telewizji, tylko nasze albumy ze zdjęciami. Jezus przemieniał serce mojego męża. Od tego czasu nasze małżeństwo bardzo się zmieniło. Bóg uzdrowił nasze relacje. Bóg przyszedł z łaską wiary do mojego męża. Już razem we wspólnocie wzrastaliśmy w wierze. Wypełniły się słowa: jak Jezus jest na 1. miejscu to wszystko inne jest na właściwym miejscu.
Mojego męża już dzisiaj ze mną nie ma. Pełen ufności i wiary w miłość Bożą, odszedł do Pana.
Dobry Bóg nie zostawił mnie samą. Wypełnił pustkę po moim mężu Swoją Miłością.
Beata
Skontaktuj się z: Beatą

image Jarek - byłem umarły, a ożyłem

Przed moim nawróceniem w 2012 roku byłem przeświadczony o tym, że jestem „normalnym, wierzącym katolikiem”. Moje życie jednak bardzo odbiegało od zasad spisanych w Dekalogu. Wydawało mi się, że skoro nikogo nie zabiłem, to wszystko jest O.K. i nie mogę sobie niczego zarzucić. Nic bardziej mylnego, wszystko było nie tak, jak trzeba i grzech dominował w moim życiu. Bóg niestrudzenie szuka swoich pogubionych dzieci i postawił na mojej drodze osobę, która powiedziała o Jezusie obecnym w jej życiu. Ta osoba, po prostu przyznawała się do Jezusa i ten fakt bardzo mnie poruszył. Wziąłem udział we Mszy Św. z modlitwą o uzdrowienie i byłem zaskoczony mocą z jaką działał Jezus Chrystus. Nie byłem w stanie łaski uświęcającej, podszedłem jednak do osób posługujących modlitwą wstawienniczą. Przez cały miesiąc, do następnej Mszy św., modliłem się gorąco, przystąpiłem również do sakramentu pojednania. W trakcie kolejnej mszy poprosiłem o modlitwę wstawienniczą, choć nie do końca wiedziałem o co w niej chodzi. Ufnie wyznałem Bogu „Niech się dzieje wola Twoja, ja się zgadzam na wszystko”. Bóg dotknął mojego serca i ciała, uwolnił mnie od moich najcięższych zniewoleń, uleczył moje emocje, kręgosłup i wzrok. Leczy również moje serce i robi to do tej pory, z miłością i delikatnością, bo to jest proces wymagający czasu. Zacząłem również poszukiwać prawdy, czytać Pismo Święte i odpowiednie książki. Bóg przygarnął mnie jak syna marnotrawnego i dał mi Nowe Życie. Jedno mogę powiedzieć, byłem umarły i ożyłem. Chwała niech będzie Panu Jezusowi Chrystusowi.
Jarek
Skontaktuj się z: Jarkiem

image Rafał - uwolnienie od samotności

Na imię mam Rafał…
Parę lat temu, kiedy całkiem nieźle układało mi się w życiu, z przyjaciółmi, szkołą, kumplami i przygodami, nadszedł moment kiedy systematycznie i powoli „wszystko” i wszystkich zacząłem tracić w moim „szczęśliwym życiu”…
Jak brakowało alkoholu, to jakoś coraz mniej mnie łączyło z przyjaciółmi i wzajemnie…
Jakoś coraz ciężej było szczerze rozmawiać z dziewczyną, pomimo, że rozwiązłości było więcej i więcej… potem doszły swobodne i częste zdrady, pomimo tego, że chciałem być wierny i nie oszukiwać…
Potem separacja moich rodziców, potem narkotyki moich przyjaciół i dziewczyny… po pewnym czasie zostałem już kompletnie sam…
To najgorsze uczucie jakie znam… być zupełnie samemu… jak pies…
Kiedy ból samotności był już nie do zniesienia, postanowiłem, że pogadam z Bogiem w mojej sprawie…Po 3 miesiącach modlitw, pojechałem na przystanek Woodstock. Tam podeszły do mnie 2 dziewczyny z Pismem Świętym i powiedziały mi, że Bóg mnie kocha… i że nie pamięta moich win i że jestem dla Niego jak syn i jestem kochany pomimo tego, że nie potrafię być dobry…
Okazało się, że dziewczyny studiują w Gliwicach tak jak wówczas ja i zaprosiły mnie na spotkanie wspólnoty w małym kościele przy Polibudzie…
Kiedy przyszedłem na to spotkanie modlitewne bardzo się bałem, myślałem, że powinienem się bawić w knajpie a nie siedzieć w kościele itd… I w trakcie tego spotkania kiedy tam stałem, walcząc ze swymi myślami, jeden ze znajdujących się tam mężczyzn (jak się później okazało, obdarzony charyzmatem proroctwa) powiedział takie słowa: „Nie potępiam cię tak jak ty siebie potępiasz, nie obwiniam cię tak jak ty siebie obwiniasz, Ja jestem Miłością, zaufaj Mi, jeszcze nikt nie żałował, kto Mi zaufał.”
I kiedy usłyszałem te słowa doświadczyłem tak niewypowiedzianie, słodkiej obecności Boga w moim wnętrzu, tak niewypowiedzianie wspaniałej, bezpiecznej, błogiej, obecności Boga we mnie (takim brudnym grzeszniku) tak wspaniałej obecności Jego samego, że nie da się porównać tego doświadczenia z niczym… Rozpłakałem się i płakałem jak bóbr przez długi czas, trwając cały czas w słodkiej uzdrawiającej mnie w cudowny sposób od środka, obecności Ducha Świętego…
Od tego momentu zakochałem się w Bogu, który „nosił mnie na rękach” przez 3 miesiące, Bóg uzdrowił mnie ze zranień i złego myślenia o sobie, uwolnił od egoizmu, uwolnił od rozwiązłości i nadużywania alkoholu, po pewnym czasie dał mi wspaniałą żonę i córeczkę, dobrą pracę i przyjaciół, dał mi wspólnotę, w której się modlę i wzrastam i nieustannie dojrzewam, wraz z moją żoną i córką…
Bóg dał mi także prawo do bycia sobą, do bycia tym kim naprawdę jestem, a zarazem to On uwolnił mnie do prawdziwej wolności, której nikt i nic nie jest w stanie mi dać tak jak ON…
Rafał
Skontaktuj się z: Rafałem

image Ola - przebaczenie mężowi

Pod koniec narzeczeństwa, miesiąc przed ślubem dowiedziałam się czegoś o moim obecnym mężu, co mnie bardzo zraniło, przekreśliło poniekąd moje wyobrażenia i marzenia o kształcie wyczekanego małżeństwa. Ale nie chciałam z niego jako męża rezygnować i pobraliśmy się. Kilkakrotnie podejmowałam akt przebaczenia mu tego, tak bardzo zranił mnie jego grzech z przeszłości, który mnie na niego zamykał. Podeszłam dwukrotnie do wstawienniczej modlitwy o uwolnienie z poczucia żalu i przebaczenie mężowi. Jezus przyniósł świeżość, pokój serca, a przede wszystkim wzajemną miłość i zespolenie w małżeństwie. Czasem jeszcze, bardzo rzadko, przychodzi pokusa w postaci przypominania mi o grzechu męża, ale w Imię Jezusa się jej sprzeciwiam i pokusa odchodzi. Chwała Panu!
Ola
Skontaktuj się z: Olą

image Mariola - przebaczenie mamie

W okresie dzieciństwa i w czasie dorastania, miałam bardzo trudną sytuację rodzinną. Moi rodzice przeżywali nieustannie kryzys małżeński. Dla mnie był to czas bardzo trudny. Miałam bardzo złą relację z mamą. Doświadczyłam bardzo wielu zranień w tym czasie. Bałam się jej. Nie czułam się kochana przez nią, jak sięgam pamięcią. Przebaczałam jej wiele razy, a i tak miałam wrażenie, że nic się nie zmienia ani we mnie, ani między nami. Na modlitwie wstawienniczej, poprosiłam by Bóg mi pomógł jej przebaczyć. Bóg dotknął mojego zranionego serca, moich zranionych uczuć. Łzy lały się strumieniem przynosząc ulgę. Następnego dnia stanęłam przed mamą, przytuliłam ją i chyba po raz pierwszy świadomie powiedziałam jej: „mamo kocham cię”. Był to cudowny czas, który podarował nam Bóg. Dzięki Mu za to.
Mariola
Skontaktuj się z: Mariolą

image Paulina - przebaczenie wujkowi i mamie

Pan Jezus obdarzył mnie łaską przebaczenia. To było na jednej ze Mszy o Uzdrowienie. Pomyślałam: „Panie Jezu ja chcę być bliżej Ciebie, Ty dałeś mi nawrócenie, proszę Cię teraz pozwól mi przebaczyć, pomóż mi, bo wiem, że sama nie dam rady.””
Panie Jezu ja tak bardzo pragnę, abyś działał w moim życiu, proszę Cię pozwól mi przebaczyć wujkom, mamie i ojcu, naucz mnie ich kochać czystą miłością, taką jak Ty ukochałeś każdego z nas. Chcę być szczęśliwa z Tobą, ale wiem, że bez przebaczenia Ty nie możesz do mnie przyjść.
Tymi słowami pomodliłam się, po przyjęciu Komunii Świętej i poczułam jak coś się zmienia. Poczułam ciepło i łzy spływające po policzkach, kiedy podeszłam do wstawienników poprosiłam o modlitwę w intencji przebaczenia i doznałam spoczynku w Duch Świętym. Poczułam niesamowitą ulgę, szczęście poczucie własnej wartości, poczucie bycia kochanym. To było niesamowite. Od tego czasu Pan Jezus przychodzi do mnie z wielką mocą i radością. Kilka miesięcy później pojechałam z mamą i z jednym z wujków (tym, który mnie najbardziej dołował i gnębił) na pielgrzymkę. Tam w ciągu tych dziesięciu dni poznałam ich na nowo, potrafiłam podejść do wujka i powiedzieć mu, że go kocham. Potrafiłam przytulić go i mu podziękować za to, że jest z nami na pielgrzymce. Pokochałam moją mamę, mimo że wcześniej bardzo jej nienawidziłam i życzyłam jej śmierci. To niesamowite jak Jezus przemienił moje serce, pozwolił mi cieszyć się życiem i widzieć jego pozytywne aspekty. Bardzo dużo ludzi mówi mi, że zmienił mi się wyraz twarzy na bardziej pogodny, radosny i życzliwy. Myślę, że tak jest, ja sama czuję się tak lekko i radośnie. Zrzuciłam wielki ciężar, który mnie przygniatał – Nienawiść, która nie pozwalała mi żyć.
Paulina
Skontaktuj się z: Pauliną

image Kasia - uwolnienie od zazdrości

Witam 🙂 . Mam na imię Kasia i chciałam zaświadczyć o tym, jak Pan Bóg zadziałał w moi życiu przynosząc uwalniające mnie przebaczenie.
W 2004 roku poznałam Darka. Byłam w nim zakochana po uszy – nie muszę więc dodawać, że był niezwykłą osobą, taką zresztą pozostaje do dziś. Spotykałam się z nim jakiś czas na neutralnym gruncie. Nadawaliśmy na jednych falach, świetnie się dogadywaliśmy, wzajemnie wnosiliśmy w swoje życie dobro i piękno. I wszystko było jak w pięknej bajce. Do czasu… Do czasu aż nie dowiedziałam się, że Darek jest w związku. Jako, że wierzyłam w szczerość jego intencji, prostoduszność i widziałam wolę współpracy, wierzyłam, że będę (będziemy) próbowała zawalczyć o czystą przyjaźń. Ustaliliśmy sobie jasne zasady i nimi cały czas się kierowaliśmy co było ciężką pracą, ale warto było ją podjąć. Myślę, że od czasu gdy dowiedziałam się o jego dziewczynie, byłam o nią zazdrosna. Nie zastanawiałam się zbytnio nad moją zazdrością. Uważałam się za „tę lepszą”, bo niby ja nie zazdrościłam (tak mi się przynajmniej wtedy wydawało, chciałam w to wierzyć, to udawałam, przed sobą samą też), a ona tak.
Jednak z czasem zaczęłam się dziwnie zachowywać. Uczucie zazdrości nabierało we mnie coraz większej mocy i chyba nikt poza mną o nim nie wiedział, bo się go wstydziłam (myśląc: zazdrość jest zła!, nie chcę żeby mnie dotyczyła, jestem ponad nią). Kiedy Darek tylko wspominał o swojej dziewczynie w ułamku sekundy psuł mi się nastrój, czułam jak w moim sercu rozpętuje się burza. A ponieważ chroniłam Darka przed tym, żeby moje mroczne nastroje się na nim odbijały, nie okazywałam mu mojej zazdrości, frustracji, złości, żalu, ogromnego smutku. Po prostu na przykład, jak gdyby nigdy nic, wychodziłam na 5 minutowy spacer, twierdząc, ze źle się czuję. Bo i czułam się źle, tylko on nie wiedział czemu. Dramat w moim sercu był wielki, zaczęłam czuć, jak zazdrość pożera mnie od środka. Samo uczucie było naturalne, ani dobre, ani złe (w końcu emocje nie podlegają ocenie moralnej), ale tak nim pokierowałam, że zaczęło mnie niszczyć, zaczęło wymykać się spod kontroli. Pewnego razu, kiedy Darek znowu wspomniał jednym zdaniem o swojej dziewczynie, czułam jak w oczach mam dosłownie pioruny. Szybko wyszłam, uświadamiając sobie, że jeszcze chwila i zacznie się to wszystko odbijać na nim, a tego chciałam uniknąć w szczególności. W akcie desperacji pobiegłam do pierwszego otwartego kościoła (to było jakieś 2-3 lata od poznania Darka), upadłam na kolana i płacząc, czując kompletną bezradność wołałam w sercu: przebaczam jej! przebaczam jej! To, że ona była pierwsza. Rozumiem, wiem, że powinnam przebaczyć, bo TY Boże mi wybaczyłeś. Wolą CHCĘ przebaczyć, a TY lecz moje emocje, aby nie tylko rozum i wola, ale i serce wybaczyło. Chcę przebaczenia! I znowu ponowiłam: Nie chcę zazdrości. Nie chcę, żeby niszczyła cokolwiek i kogokolwiek!
Po dosłownie kilku czy kilkunastu minutach… poczułam pokój i radość… moje emocje zostały uleczone… moje serce było cudownie wolne… Byłam zszokowana… Z mojego doświadczenia wynika więc, że Pan Bóg odpowiada czasem na nasze wołanie dosłownie w ułamku sekundy…! Nie była to też chwilowa ulga, której doświadczyłam. Znam się z Darkiem już ponad 9 lat i chora zazdrość nigdy więcej od tego czasu nie pojawiła się we mnie, a ja zaczęłam modlić się już nie tylko za Darka, ale i za jego dziewczynę. Za co chwała Panu!
Kasia
Skontaktuj się z: Kasią

image Tomek - przebaczenie sobie

Od czasu wypadku, do którego doszło w 1998 roku moje życie było nieustannym obwinianiem się i ciągłymi wyrzutami sumienia za spowodowanie wypadku samochodowego, w którym zginął mój kolega. Szukając uwolnienia poszedłem do wróżki i wpadłem w sidła okultyzmu, moje życie stało się piekłem.
Pewnego razu jadąc w góry zatrzymałem się aby podwieźć autostopowicza. Tak naprawdę to czułem, że powinienem to zrobić, do samochodu wsiadł misjonarz. Po krótkiej podróży poprosił abym go wysadził, pobłogosławił mi i pożegnał się.
Po powrocie zwierzyłem się swojemu koledze z tego co mnie spotkało. Usłyszałem od niego słowa „To Bóg do Ciebie mówi” – dotknęły mnie one tak, że wkrótce po tym przystąpiłem do modlitwy wstawienniczej. Wszystko co miałem na sumieniu opowiedziałem wstawiennikom, którzy modlili się za mnie, a ja oddałem całą swoją przyszłość Bogu.
Dzisiaj czuję się innym człowiekiem, którego Bóg uwolnił, przebaczył mu, człowiekiem, który przebaczył sam sobie. Odnalazłem miejsce, które Bóg dla mnie przeznaczył.
Dziękuję Panu za możliwość podzielenia się świadectwem. Bóg zdjął ze mnie ciężar grzechu, którego już sam nie potrafiłem unieść i za to chwała Panu!
Tomek
Skontaktuj się z: Tomkiem

image Marcin - czuje się jakbym wyszedł z więzienia

W wieku około 22 lat przeżywałem trudny czas. Nie miałem nikogo kto znałby mnie na 100%. Nie lubiłem siebie, nie akceptowałem. Doszło do tego, że nie mogłem bez obrzydzenia patrzeć na siebie w lustrze. Bałem się, że gdybym powiedział komuś jaki jestem na prawdę, gdyby ktoś poznał jak beznadziejny jestem, nie chciałby mnie znać. Czułem się jak nikt.
Często nocą wracając do domu, przechodziłem koło kościoła i choć nie wierzyłem w Boga, klękałem przy drzwiach, opierałem o nie głowę i mówiłem: „nie wierzę w Ciebie, nie ma Cię, ale pomóż!”.
Skoro chodziłem pod kościół, postanowiłem wejść do środka i posłuchać o co tak naprawdę chodzi. Na Mszy ksiądz mówił o Jezusie. Nie wiedziałem tak naprawdę kto to jest. Myślałem, że Bóg to energia a wyznawcy różnych religii na swój sposób oddają jej cześć. Jezus to konkretna postać i to nie pasowało do mojej układanki. Zapytałem więc po Mszy pewną Panią, ale nie potrafiła odpowiedzieć. Rzuciłem więc „w eter” pytanie: Kto to jest Jezus?
I nagle poczułem się bardzo kochany, poczułem, że przyszedł Jezus i odpowiada mi na pytanie Kim jest. Doświadczyłem, że w każdej chwili mojego życia był przy mnie i wie o mnie wszystko i bardzo bardzo mnie kocha, że kiedy płakałem czując się nic nie wart, poniżony i jak szmata, On płakał razem ze mną.
Powiedziałem: jeśli to jest Jezus, to nie chcę w życiu niczego innego. Za Nim poszedłem. Jezus zmienił moje życie. Teraz mam przyjaciół, z którymi buduję normalne relacje, żonę, którą kocham. Czuję się jakbym wyszedł z więzienia.
Patrzę w lustro i widzę normalnego, fajnego gościa 🙂 .
Marcin
Skontaktuj się z: Marcinem

image Bartek - uzdrowienie z grzechu nieczystości

Tak naprawdę to Bóg przygotowywał mnie dość długo do tego uzdrowienia – bo jakieś 10 lat. Bardzo łatwo i skutecznie pochłonęła mnie pornografia i masturbacja. Walczyłem z nią długo i bez skutecznie, milion razy mówiąc sobie że to był już ostatni raz. A tak naprawdę dobrze wiedziałem, że tak bardzo to lubię, że sam z tego nie zrezygnuję. Chowając się z tym grzechem po kątach – zbudowałem w sobie duże poczucie własnej samooceny, a równocześnie bałem się, że ten grzech rozwali całe moje życie. Przez ostatnie 5 lat byłem w związku, miałem ukochaną osobę przy sobie a mimo to uciekałem w pornografie i egoizm.
Miesiąc temu Bóg łaską sakramentu małżeństwa zabrał ode mnie ten grzech. Głęboko wierzyłem, że Bóg jest w stanie wyleczyć mnie z nieczystość. I zrobił to w najlepszym momencie – moja żona twierdzi, że dawno nie byłem taki kochany. Wiem, że to właśnie Bóg mnie uzdrowił.
Bartek
Skontaktuj się z: Bartkiem

image Tomek - wygrana walka z grzechem

Mam na imię Tomek, mam trzydzieści lat. W marcu 2013 w Pyskowicach, moim rodzinnym mieście, wspólnota SNE zorganizowała cykl „Źródła Wiary”. Postanowiłem wziąć w nim udział. Zdawałem sobie sprawę, że moja relacja z Bogiem ulega od dłuższego czasu pogorszeniu. Po zakończeniu „Źródeł Wiary” wstąpiłem do Szkoły Nowej Ewangelizacji. Od tego czasu moje życie diametralnie się zmieniło. Poznałem żywego Jezusa, którego potem przyjąłem jako mojego Pana i Zbawiciela… i od tej pory cieszę wolnością dziecka Bożego. Doświadczyłem, że Bóg jest naprawdę miłosierny, cierpliwy i łaskawy. Jednak nie zawsze tak było. Bez Boga w moim życiu było ciężko, wręcz ciemno…
Przed swoim nawróceniem robiłem mnóstwo okropnych rzeczy, nie zdając sobie często sprawy z grzeszności swoich czynów. Jakieś piętnaście lat temu uwikłałem się w pornografię. Na początku wyglądało to dosyć niewinnie, dopiero później doszły do tego kolejne grzechy. Początkowo nie widziałem w oglądaniu pornografii nic złego, gdyż w tym wieku (miałem wówczas ok. 17 lat) większość chłopaków się nią interesowała i było to dla mnie naturalne. Uważałem wręcz, że w moim wieku już czas na takie sprawy. Jednak po pewnym czasie stała się ona moją obsesją. Przez parę następnych lat oglądałem różne filmy erotyczne, w tak zwanym międzyczasie doszły do tego narkotyki i alkohol. Pornografia stała się do tego stopnia naturalnym elementem mojego życia, że przestałem zwracać na nią uwagę. Problem zaczął być widoczny dopiero kilka lat temu, kiedy postanowiłem zmienić swoje życie. Zacząłem chodzić do Kościoła. Za namową mojej mamy pierwszy raz pojechałem na Mszę z modlitwą o uzdrowienie do Częstochowy. Po jakimś czasie uświadomiłem sobie własne zniewolenie i jednoczesny brak pomysłu na to, jak zmienić ten stan. Zacząłem więc korzystać z sakramentów Kościoła, jeździć na Msze z modlitwą o uzdrowienie, gdzie korzystałem z modlitw wstawienniczych. Myślę, że wtedy zaczęło do mnie docierać to, jak beznadziejne jest moje życie i… wpadłem w okropną depresję, która trwała bardzo długo. Mój stan psychiczny był też spowodowany nagłym odstawieniem narkotyków i odrzuceniem alkoholu, które w sposób naturalny pozostawiły po sobie ślad w mojej psychice i ciele. Przez okres prawie trzech lat przeżywałem ogromne cierpienia i cały czas trwałem w grzechu, gdyż przez cały ten okres przekraczałem szóste przykazanie. Byłem do tego stopnia zniewolony nieczystością, że nie potrafiłem wytrzymać dwóch tygodni, by nie zgrzeszyć. Bardzo się starałem, ale czułem, że sytuacja mnie przerasta. Nie wyrażałem zgody na grzech, a mimo tego byłem bezsilny. Po każdym upadku czułem się brudny i nic nie warty. Miałem wrażenie jakby ktoś wrzucał mnie do błota i się z tego jeszcze naśmiewał. Nie potrafiłem wytrzymać tygodnia bez pornografii, mimo że oglądając ją czułem się okropnie. W tym czasie przystępowałem do sakramentu pokuty nawet co tydzień. Miałem ogromne poczucie winy z powodu moich grzechów, coraz bardziej oddalałem się od ludzi. Moje relacje z przyjaciółmi zaczęły się psuć. Odczuwałem swoje życie jako ogromną pustkę. Po pewnym czasie byłem już tak zmęczony częstymi spowiedziami, na których czułem się jak na rozprawie sądowej, że przestałem się spowiadać. Totalnie zdołowany i przybity zacząłem coraz bardziej oddalać się od Kościoła. Na nowo w moim życiu pojawił się alkohol. Wpadałem w coraz większą depresję…
W tym czasie zostały zorganizowane „Źródła Wiary” w sąsiedniej parafii. Postanowiłem dać sobie i Bogu ostatnią szansę. Miałem jakieś dziwne przekonanie, że tym razem będzie inaczej. Podczas „Źródeł Wiary” po raz pierwszy poczułem obecność kochającego Boga. Doświadczyłem tego, że Jezus naprawdę umarł za moje grzechy i ma moc by mnie z nich wyzwolić. Po wstąpieniu do wspólnoty SNE Jezus zaczął przemieniać moje życie. Po kursie Nowe Życie wstąpiła we mnie na nowo nadzieja, że mogę być wolny od przekraczania szóstego przykazania. Jezus każdego dnia przychodził do mnie z ogromną miłością. Byłem jeszcze osobą zniewoloną, ale moje wnętrze było już inne. Powoli nasz Pan dawał mi nowe życie. Miałem ogromne przekonanie, że Jezus mnie uwolni, ale miałem ogromny lęk przed modlitwą o uwolnienie. Po prostu też wstydziłem się przyznać do swojego grzechu. Po namyśle postanowiłem umówić się na rozmowę z jedną z osób ze wspólnoty. Rozmowa zakończyła się dosyć krótką modlitwą, po której wyszedłem już jako naprawdę inny człowiek. Wiedziałem ze coś się podczas modlitwy stało, ale nie umiałem tego zdefiniować. Jezus przyszedł tak delikatnie do mego serca, poczułem taką lekkość, że mógłbym się unieść ponad ziemię. Po kolejnej modlitwie, tym razem w obecności księdza, zostałem uwolniony. Podczas tej modlitwy nasz Pan przyszedł również tak delikatnie, subtelnie, prawie niezauważalnie. Po spotkaniu otrzymałem jeszcze wskazówkę, by modlić się o czystość, ale ja wiedziałem, że jestem już wolny!!! Po wyjściu z kościoła poczułem taką radość i pokój w sercu, jakiego nigdy w życiu nie doświadczyłem.
Od spotkania z księdzem minęło dwa miesiące. Są to najpiękniejsze chwile w moim życiu. Nie mam potrzeby, by oglądać pornografię. Nie czuje się do niczego przymuszany, mam wreszcie wpływ na swoje decyzje. Każdego ranka wstaję z uśmiechem na twarzy i wielbię naszego Pana. Bóg każdego dnia odbudowuje moją godność i pokazuje mi, jak jestem dla Niego ważny. Kiedy Jezus przyszedł do mego serca, zniknęła wszelka depresja i smutek. Pan codziennie wlewa w moje serce tyle radości i pokoju, że mam ochotę skakać i tańczyć dla Niego. Poprawiają się również moje relacje z rodziną, stałem się bardziej otwarty. Każdy mój dzień jest cudowny. Nagle zacząłem dostrzegać zielone liście na drzewach, śpiew ptaków. Stałem się bardziej wrażliwy. Każdego dnia czuję obecność kochającego Ojca, który mnie nie ocenia, nie krytykuje. Czuję ogromną potrzebę i chęć modlitwy, podczas której doświadczam dużej bliskości naszego Pana. Jezus zmienił moje życie. Tak naprawdę to czuję, że żyję dopiero od dwóch miesięcy. CHWAŁA PANU!!!!!!!
Tomek
Skontaktuj się z: Tomkiem

image Irena - źródło gniewu i irytacji zostało uzdrowione

Spadło ze mnie 40 kg ciężaru. Psychicznego ciężaru. Słowa, sposób zachowania moich rodziców przestał mnie irytować, nie byłam już taka burkliwa. Choć nadal mam nad czym pracować w moim zachowaniu, to źródło irytacji i gniewu zostało uzdrowione. Wszystko to po tym jak przebaczyłam rodzicom.
Wcześniej zastanawiałam się dlaczego to samo zachowanie u innych było dla mnie obojętne, nie denerwowało mnie, a u rodziców strasznie irytowało i doprowadzało do szału. Teraz wiem, że to właśnie nieprzebaczone zranienia powodowały we mnie taką niewspółmierną do sytuacji reakcję.
Nie przebaczałam przez lata. Nie dlatego, że nie chciałam lub że byłam tak zacietrzewiona. Nie przebaczałam, bo myślałam, że nie wolno mi źle myśleć o rodzicach. W końcu troszczyli się o mnie, są porządnymi, praktykującymi katolikami i kochają mnie. Zrozumiałam jednak (przez książki, które ktoś mi podsunął), że mogę to przyznać: zostałam zraniona i to boli. Nawet jeśli moi rodzice nie chcieli mnie zranić, to niecelowo zranili mnie. Nie czułam się kochana, zrozumiana, doceniona, czułam się ignorowana, lekceważona, nie dość wysłuchana…
Gdy dopuściłam do siebie myśl, że czuję się zraniona podjęłam decyzję przebaczenia. Wszystkie po kolei trudne sytuacje przebaczałam i oddawałam Bogu na modlitwie na głos. Była to ciężka dwutygodniowa, modlitewna praca. Przebaczałam nie tylko rodzicom, ale każdemu, przez którego czułam się zraniona. Po tych modlitwach czułam, że Bóg uzdrowił moje emocje, zdjął ze mnie ciężar. Teraz mimo, że pamiętam te wszystkie sytuacje (nie mam amnezji), które mnie poraniły, to jednak jak o nich myślę to już nie bolą (jaka ulga!), moje zachowanie zaczęło się zmieniać, a relacje poprawiać.
Irena
Skontaktuj się z: Ireną

image Piotr - przebaczenie sprawcy wypadku samochodowego

W dniu 27.10.2010 miałem wypadek samochodowy. Jednym ze skutków wypadku była wielka nienawiść jaka wzbierała we mnie na samą myśl o sprawcy mojego wypadku. Facet nie dość, że jechał jak szalony, nie udzielił pomocy poszkodowanym to jeszcze uciekł z miejsca wypadku. Ale już w chwili mojego zwrotu ku nawracaniu się przed mszą o uzdrowienie (na którą poszedłem 3 dni po wypadku) stałem w kolejce do konfesjonału i przygotowując się prosiłem Ducha Świętego by mi pomógł w dobrej spowiedzi. Wtedy pojawiła się myśl, że powinienem wybaczyć temu człowiekowi wszystko co zrobił. Było to trudne, bo na samą myśl o nim wzbierał we mnie gniew, miałem mu ochotę wtłuc, wbić go w ziemię, zdeptać. Na koniec spowiedzi już w konfesjonale prosiłem (na głos zwracając się do księdza:”Jezu daj mi siłę przebaczyć sprawcy mojego wypadku.”).
Odpowiedź otrzymałem szybko w czasie słów poznania (nie jedynych jakie Bóg kierował do mnie z ambony przez usta księdza prowadzącego modlitwę w tym dniu): Jezus daje łaskę wybaczenia i uzdrowienia osobom, które miału wypadek samochodowy – nogi mi się ugięły – wiedziałem, że Bóg mówi do mnie.
Ale jeszcze wciąż miałem problem, opory wewnętrzne i ochotę zrobienia mu krzywdy (po prostu go zlać), aby w pełni wybaczyć tej osobie krzywdę jaką mi wyrządziła. Do tego dokładały się problemy z likwidacją szkody, ze względu na dziwne, nierealne tłumaczenia sprawcy wypadku.
Po kilku dniach słuchając kilkakrotnie piosenki o przywołanie Ducha Świętego (słowa brzmiały – Duchu Święty o przyjdź miłość nam daj … itd. czułem jak oblewa mnie gorąco, leją mi się łzy z oczu – dostałem przynaglenie, że muszę wybaczyć temu człowiekowi, który spowodował wypadek, że powinienem to zrobić. Ale wciąż miałem opór jak to zrobić. Poszliśmy z żoną na mszę wieczorną do Kościółka małego Bartłomieja. Znów przepłakałem pół mszy słysząc jak Ksiądz czytał ewangelię: Piotrze ja tobie mówię, że masz wybaczyć nie 7 razy ale 77 razy, potem było kazanie o wybaczeniu, czułem, że Bóg – Jezus znów mówi do mnie. Wracając do domu podzieliłem się z żoną wcześniejszym przynagleniem od Ducha Świętego do wybaczenia i myślą, by napisać list. Początkowo mówiła, że to pomysł absurdalny, ale po chwili rozmowy się zgodziła. Napisaliśmy list do sprawcy wypadku, że mu wybaczamy krzywdę jaką nam wyrządził (mam ten list do dzisiaj na komputerze), nagrałem płytę z kilkoma piosenkami religijnymi i wysłałem. Jedna z nich zaczynała się słowami: „w życiu nie ma przypadków”.
Po krótkim czasie znaleźliśmy się z żoną na (kursie) Nowym Życiu w Rudzie Śląskiej minął niespełna miesiąc, uczucie złości i nienawiści jakby przycichło, Ale wciąż czułem, że w pełni nie przebaczyłem jeszcze temu człowiekowi. Wyznałem to znów w konfesjonale prosząc Jezusa o siłę, abym mógł w pełni wybaczyć temu człowiekowi, bo czuję z tego powodu ciężar i jest to dla mnie problem. Wyrzekałem się też tego grzechu nieprzebaczenia w czasie trwania kursu.
Pod koniec kursu przez słowa poznania usłyszałem: „Twoje wybaczenie zostało przyjęte w Niebie” – wiedziałem, że to do mnie. Bóg – Duch Święty odpowiedział mi na moje prośby. I rzeczywiście dał mi siłę przebaczenia. Zacząłem się modlić za tego człowieka prosząc Jezusa o łaskę nawrócenia dla niego. Uczucie złości i nienawiści do niego zaniknęło w krótkim okresie czasu, ciężar jaki nosiłem w sercu nie istniał. I pomimo późniejszego kontaktu z nim na sprawie sądowej (odwołał się od wyroku i nie zgadzał się z zasadzoną mu winą, ale jego postawa butności wciąż malała w czasie trwania sprawy) stał mi się jakby obojętny. Już nie chciałem go bić, raczej mu współczułem i wciąż prosiłem Jezusa o łaskę nawrócenia dla niego. Może nie do tego stopnia aby od razu został moim przyjacielem, chociaż nie wiem czy kiedyś nasze drogi się znów nie zejdą z woli naszego Pana w innych okolicznościach, czego jemu życzę.
Piotr
Skontaktuj się z: Piotrem

image Piotr - uwolnienie od nieśmiałości

Chyba od zawsze byłem nieśmiały. Wykonywana praca zmuszała mnie do kontaktu z ludźmi, ale praktycznie tylko w sprawach służbowych. Natomiast brak mi było śmiałości, aby otworzyć usta i coś, cokolwiek powiedzieć do nowopoznanej osoby, nawet gdy chciałem to zrobić, wręcz paraliżowała mnie nieśmiałość. Ze strony tej osoby musiało to wyglądać zabawnie – np. facet siedzi naprzeciwko mnie, patrzy się, dziwnie uśmiecha, cóż on może chcieć, może to jakiś nienormalny?
Gdy stwierdziłem u siebie takie symptomy postanowiłem coś z tym zrobić, ale co? Chciałem się uwolnić od tego ograniczenia, bo stawało się uciążliwe w kontaktach z ludźmi.
Modliłem się o uzdrowienie z tej przypadłości i myśl jaką otrzymałem (uważam, że z natchnienia Ducha Świętego) była, aby się temu przeciwstawić. No tak, łatwo pomyśleć trudniej zrobić. Okazja nadarzyła się sama, można by powiedzieć przypadek. Zgłosiłem się do pomocy przy organizowaniu jednego z kursów przez wspólnotę Chrystusa Zmartwychwstałego działającą wg zasad Szkoły Nowej Ewangelizacji św. Andrzeja. Jednym zadań, do którego chętnie się zgłosiłem było, tzw. „kawa i herbata”. Jechałem na kurs z prośba o modlitwę skierowaną do braci i siostry ze wspólnoty droga „mailowa”, wyrzekłem się nieśmiałości. Poinformowałem też kilka osób, że na tym kursie przeciwstawiam się swojej słabości i walczę z nieśmiałością, która jest moim przeciwnikiem w kontaktach z ludźmi.
Na kursie stanąłem pomiędzy automatem do kawy, która podawałem uczestnikom. Nawet się nie spostrzegłem, gdy rozwiązał mi się język i mogłem swobodnie rozmawiać z osobami wcześniej mi nieznanymi. Wierzę, że w tym czasie gdy usługiwałem innym Jezus zdjął ze mnie moje ograniczenie, zabrał moja słabość. Od tego czasu stwierdziłem, że mam dużo większą śmiałość w kontaktach z nieznanymi mi wcześniej osobami.
Piotr
Skontaktuj się z: Piotrem

image Jola - Bóg obrońcą myśli

Kiedy ostatnio nie udało mi się kilka rzeczy i chciałam na siebie w myślach nakrzyczeć i nawymyślać sobie jaka to nie jestem i, że nic nie umiem okazało się, że zamiast tego usłyszałam: „Nie jesteś wcale do niczego. Nie myśl źle o sobie, sprzeciwiam się żebyś źle o sobie myślała. Kocham cię taka jaką jesteś”. Zdziwiłam się sama, że to właśnie słyszę w swojej głowie i nie byłam w stanie źle o sobie myśleć. Od pewnego czasu jednak staram się codziennie w modlitwie oddawać mój umysł (myśli, wyobraźnię a także wspomnienia) Bogu pod Jego królowanie. Mam przekonanie, że w tamtym momencie Duch Święty wstawił się za mną i obronił mnie przed myślami i oceną, które nie pochodziły od Niego. Dopiero później dowiedziałam się, że dane mi było poznać Boga jako mego Parakleta – Obrońcę.
Chwała Panu!
Jola
Skontaktuj się z: Jolą

image Piotr - „syndrom ołowianego tyłka”

Najbardziej na wszystkich spotkaniach wspólnotowych, nauczaniach, konferencjach lubiłem słuchać świadectw ludzi jak to Jezus działa w ich życiu i rodziło się we mnie na początku malutkie pragnienie, które z czasem rosło, aby też zacząć się dzielić tym jak Bóg – Ojciec, Jezus Chrystus, Duch Święty działają również w moim życiu, co zaczynałem dostrzegać. Ale stwierdziłem, że pomimo chęci jest to jakby niemożliwe. Miałem gotowe świadectwo, padło pytanie, czy ktoś chcę się podzielić co Jezus robi w jego życiu? Chciałem wstać i nie mogłem. Czułem się jakby ktoś przykuł mnie do siedzenia, i nagle pojawiał się strach przed wyjściem na środek, miałem jakby zaszyte usta. Zachowanie takie powtarzało się, znalazłem nawet dla niego nazwę: „syndrom ołowianego tyłka”. Jednocześnie pragnienie świadczenia o Żywym Bogu, który działa obecnie również w moim życiu nie malało, a rosło. Do tego starałem się w modlitwie pytać o wolę Bożą dla mnie i odpowiedź. Jedną z odpowiedzi jaką uzyskałem było właśnie dzielenie się świadectwem (oczywiście wszystko to odbywało się jakiś czas, Duch Święty przeprowadził mnie przez pewien proces, który trwał ok 1,5 roku zanim to pojąłem, ale to temat na dłuższe rozważanie). Nieraz mówiłem moim znajomym, że doświadczam Żywego Boga, Jego działalności w moim życiu, lub jestem świadkiem Jego działania na innych ludzi. Gdy to opowiadałem osoby te słuchały z zaciekawieniem, czasem z niedowierzaniem, ale po wyrazie ich twarzy widziałem, że słowa, które wypowiadam trafiały do ich serca. Nadal jednak nie potrafiłem się przeciwstawić „syndromowi ołowianego tyłka” – stwierdziłem, że skoro Bóg daje tak liczne znaki, że JEST cały czas, to ja powinienem przeciwstawić się swojemu przeciwnikowi, strachowi przed byciem świadkiem Jezusa Chrystusa. Osobą, która może zaświadczyć publicznie, że widzi w swoim życiu, że Bóg działa właśnie teraz dzisiaj. Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić. Ale nie chciałem się już czuć zniewolony, przykuty do ławki. Postanowiłem walczyć ze swoja słabością.
Na jednym z kursów organizowanych przez wspólnotę Jezusa Zmartwychwstałego działająca wg zasad Szkoły Nowej Ewangelizacji zgłosiłem się, że powiem świadectwo, później się okazało, że mogę powiedzieć 4 świadectwa o tym jak doświadczam Boga we wszystkich Trzech Osobach w moim życiu. Oczywiście modliłem się o odwagę i przezwyciężenie swojej słabości. Doświadczyłem wtedy czegoś pięknego. Bóg zabrał mi strach, rozwiązał mi język, tak że mówiłem z dużą swobodą, która nawet mnie samego zaskoczyła, a jednocześnie widziałem jak słowa, które wypowiadam trafiają do uczestników kursu. Obecnie mogę stwierdzić, że Jezus uleczył mnie z „syndromu ołowianego tyłka”, ale potrzebował do tego mojej woli, mojej chęci pozbycia się tej słabości oraz przeciwstawieniu się tej niemocy.
Piotr
Skontaktuj się z: Piotrem

image Ola - odkryła siebie na nowo

Na rekolekcje „Źródła wiary” zaprosiła mnie moja córka. Nie chciałam tam iść, mimo, że czułam się bardzo źle sama ze sobą. Nie chciałam tam iść, bo może będą tam sami młodzi, bo, a właściwie to nie moja parafia, a co Oni mi tam nowego mogą powiedzieć o czym bym nie wiedziała…
Szukałam wymówek… Córka powiedziała, że zrobię jak będę chciała, i że do niczego mnie nie przymusza, ale czuje, że tego bardzo potrzebuję. Wtedy nie wiedziałam jeszcze, że ten wieczór odmieni moje życie, a ja odkryję siebie na nowo.
Kolejnego spotkania nie mogłam się doczekać. Chodziłam tam z ciężko poranionym sercem, z bólem jakiego nie da się opisać… Czułam żal do siebie, nie potrafiłam wybaczyć sobie wielu rzeczy, brałam na siebie wszystkie winy, a to zabijało mnie powoli od środka. Ten ciągły żal, smutek to wszystko wpędzało mnie w chorobę. Doszło do tego, że ciągle oglądałam się za siebie, chodziłam ze spuszczoną głową, chciałam schować się w mysią dziurę…
Na rekolekcjach „Źródła wiary” usłyszałam o kursie „Nowe Życie” i pamiętam jak bardzo wtedy zaintrygowała mnie nazwa… Dowiedziałam się, że mogę zmienić moje dotychczasowe życie, moją rodzinę, moich przyjaciół… Ale muszę zacząć od siebie, a to nie będzie łatwe. I postanowiłam, oddałam życie Jezusowi. Od tej pory On jest przy mnie i daje mi siłę (tzn. On był zawsze, tylko ja Go nie dostrzegałam), pomaga mi w każdej trudnej chwili, pomaga mi rozwiązywać trudne problemy, nie tylko w mojej rodzinie… Jezus zmienił i uzdrowił moje serce 🙂 .
A jak to działa? No właśnie, ludzie na ulicy, w autobusie mówią Ci, że masz cudowny uśmiech, przyjaciele pytają – czego się nawąchałaś, że masz taki dobry humor 😉 (nawet wtedy gdy pogoda za oknem jest niezbyt piękna). A najcudowniejsze jest w tym wszystkim to, że nauczyłam się jak wybaczyć sobie, aby uwolnić się od bólu jaki nosiłam w sercu.
Ola
Skontaktuj się z: Ola

image Kasia - nie będę sama!

W moim życiu było tak, że najbardziej na świecie bałam się zranić sobą innych. Zawsze starałam się być dla wszystkich miła i dobra. Chciałam zawsze wszystkim dogodzić, a to bardzo mnie niszczyło. Narastała we mnie złość z tego powodu, że cały czas musiałam się komuś podporządkowywać. Zawsze, to ja dawałam i myślałam, że w ten sposób zasłużę na czyjąś miłość. Jednocześnie bałam się, że przyjdzie taki dzień, że zostanę sama, bo nie spełnię oczekiwań innych. Byłam już tym zmęczona.
Na szczęście Bóg mnie z tym nie zostawił. We wspólnocie spotkałam ludzi, którzy pokazali mi, że nie muszę robić wszystkiego sama, że mogę się dzielić moją pracą i moimi problemami z innymi ludźmi.
Na kursie Nowe Życie doświadczyłam tego, że nie zawsze muszę coś od siebie dawać, ale że mogę też przyjmować, że przyjmowanie jest równie dobre jak dawanie. Dowiedziałam się, że nie muszę zasługiwać na Bożą Miłość, bo ona jest ZA DARMO. Bóg kocha mnie i akceptuje taką, jaka jestem.
We wspólnocie znalazłam ludzi, którzy pomagają mi kiedy upadam, którzy nie dają mi wierzyć w kłamstwa szatana. Dzięki nim wiem, że Bóg mi ufa i pragnie abym ja także Mu zaufała. Wiem, że Jezus chce i może się mną zaopiekować, ponieważ postawił na mojej drodze dobrych ludzi, na których wiem, że mogę liczyć.
Dzisiaj, wierzę, że Bóg trzyma mnie w swoich dłoniach w dzień i w nocy, i że nie pozwoli mi nikogo skrzywdzić. A nawet jeśli tak się stanie, wtedy Jezus wybaczy mi mój błąd, a tych, których zranię mocno do siebie przytuli. Dzisiaj wiem, że nigdy nie zostanę sama, nawet jeżeli nie spełnię oczekiwań innych, bo zawsze będzie przy mnie Jezus.
Kasia
Skontaktuj się z: Kasią

image Jarek - przebaczenie szwagierce i szwagrowi

Człowiek nie zdaje sobie sprawy ile pułapek czeka na niego w jego krótkim życiu.
Mam na imię Jarek i moją pułapką, w którą wpadłem było brak przebaczenia siostrze mojej żony, a zwłaszcza szwagrowi. Nigdy tak naprawdę go nie poznałem jaki jest, bo kłótnie, pretensje i własne ja przyćmiło wszystko. W braku przebaczenia najbardziej cierpi osoba, która nie potrafi wybaczyć. I nagle pewnego lata pojechałem do Lichenia na wycieczkę (to nie była pielgrzymka, ale chęć zobaczenia tego miejsca). Tam moją uwagę zwrócił „opłatek przebaczenia” który zakupiłem. Przełom nastąpił na Święta Bożego Narodzenia, gdzie postanowiłem podzielić się ze szwagierką, szwagrem i pogodzić się. To były pierwsze święta od chyba 3 lat, bo tak unikałem ich i w jednym domu nie rozmawiałem z nimi wychodząc z pokoju do innego nie chciałem ich nawet widzieć. Zgoda nasza nie była pełna bo rany szczególnie u mnie były głębokie i nie potrafiłem tego ukryć w relacjach. Lecz Pan Jezus to zmienił, nawróciłem się (a dodam, że byłem praktykującym katolikiem) i oddałem życie Jezusowi, Pan pokazał mi gdzie jest problem i po 11 latach nastąpił przełom, przebaczyłem z serca (bez łaski to niemożliwe), a oni przebaczyli mi.
To wszystko stało się przy pomocy łaski Bożej, będąc wolnym człowiekiem musimy wyrazić zgodę aby Pan zadziałał z mocą. Ja prosiłem w modlitwie i w sakramencie spowiedzi.
Jarek
Skontaktuj się z: Jarkiem

image Mirela - Bóg, który poprzez maturę pozyskuje serce

Bóg Ojciec jest z nami na każdym etapie naszego życia i pomaga nam w przeróżnych sytuacjach.
W liceum miałam trudności z językiem polskim. Do tego Pani nauczycielka napawała mnie ogromnym strachem. Przez całe 4 lata nauki może zaledwie parę razy pojawiła się ocena 4. Zazwyczaj były to maksimum 3+.
Najzwyczajniej w świecie bałam się tej Pani, nie lubiłam tego przedmiotu i nie radziłam sobie z nim. Pani nauczycielka śniła mi się regularnie po nocach jeszcze naprawdę długo po zakończeniu nauki w liceum.
Nadchodził czas matury. Im bliżej było do niej tym bardziej strach mnie paraliżował, a im bardziej mnie paraliżował, tym bardziej nie potrafiłam się zabrać do nauki. Taka reakcja. Coś okropnego. Tak jak w tych snach kiedy trzeba uciekać a mi się kleją nogi do podłoża i nie mogę się ruszyć.
Dobre parę miesięcy przed maturą nauczycielka z języka polskiego rozdała zagadnienia do indywidualnego opracowania jako przygotowanie do ustnej matury. Wszyscy ruszyli z ich opracowywaniem, bo wiedzieli, że jak się przygotują wg tych zagadnień to na pewno zdadzą maturę. A ja się ruszyć nie umiałam. Czas płynął, a ja na samą myśl, że muszę „przysiąść” do języka polskiego reagowałam wręcz odwrotnie. Miałam ogromną niechęć do tego przedmiotu.
Ta niemoc trzymała mnie do samej matury. Zagadnienia były nieruszone.
Dzień przed ustnym egzaminem z języka polskiego odwiedziła mnie moja koleżanka, która została zwolniona z ustnego egzaminu ze względu na otrzymanie oceny bardzo dobrej z egzaminu pisemnego. Ja egzamin pisemny zdałam na tróję. Ledwo byłam w stanie napisać wypracowanie na 3 strony. Przyszła, żeby zobaczyć jak się czuję i chciała mnie też odpytać. Poprosiła o zagadnienia, które miałam opracować. Ja jej powiedziałam, że nie mam tych zagadnień, że ich nie opracowałam, i że ja tak naprawdę nic nie umiem. Spojrzała na mnie z przerażeniem w oczach.Jak to ich nie opracowałaś? Patrzyła na mnie i nie wierzyła własnym uszom. Noo… nie opracowałam – odparłam. Nie potrafiłam się za to w ogóle wziąć. Trudno, najwyżej nie zdam. Będę poprawiać.
Na drugi dzień jadąc na ustny egzamin byłam silnie spięta. Dzień wcześniej po wyjściu mojej koleżanki poczytałam o bajkach Krasickiego, i wiedziałam, że jak trafię na takie pytanie to na pewno odpowiem. Ogarniało mnie przerażenie i ta myśl, że będzie na mnie patrzeć moja nauczycielka z języka polskiego, której się bardzo bałam.
W tym strachu pomyślałam, że z takiej sytuacji tylko Bóg może znaleźć wyjście i pomóc. Przez całą drogę autobusem powtarzałam w duchu: Panie Boże, pomóż mi, pomóż mi, tak Cię proszę, pomóż mi… i tak w kółko. Wychodząc z autobusu usłyszałam: nic się nie martw, zdasz, zobaczysz. Nigdy tego momentu nie zapomnę i to co mi „zadźwięczało” w głowie jako odpowiedź. Ucapiłam się tego zdania.
Przede mną kolega, który zdawał wylosował bajki Krasickiego. Byłam przerażona. Jednak jak wchodziłam do Sali egzaminacyjnej weszłam z uśmiechem na twarzy, czego sama na początku nie byłam świadoma. Kiedy poproszono mnie o wylosowanie trzech pytań podeszłam do stołu i wyciągając rękę do jednej z karteczek, na których odwrocie nadrukowane było pytanie usłyszałam: nie to. Skierowałam rękę w stronę innej karteczki i usłyszałam: tak, te tak. I tak było z wylosowaniem trzech pytań.
Okazało się, że na wszystkie trzy pytania znałam odpowiedź. Odpowiedziałam rewelacyjnie. Pierwszy raz w liceum otrzymałam ocenę bardzo dobrą 🙂 . Moja Pani z języka polskiego patrzyła na mnie z powiększonymi oczami i z niedowierzaniem. Była bardzo zaskoczona. Patrzyła na mnie i nic nie mówiła. Dwie inne Panie, które były również w komisji powiedziały, że odpowiedź była bardzo dobra, do tego były poruszone moja wrażliwością literacką oraz dojrzałością i empatią.
Po egzaminie zostali poproszeni wszyscy zdający na podsumowanie maturalnego egzaminu ustnego. Okazało się, że byłam jedyną osobą, która otrzymała ocenę bardzo dobrą i zostałam wyróżniona. Wyobrażacie sobie moją radość? Co za uczucie! Czułam ogromną miłość Boga i Jego obecność. Czułam się tak wspaniale! Pan Bóg wziął mnie w obronę. On nas dobrze zna, wie co umiemy na prawdę i potrafi z nas wydobyć to co najlepsze.
To było chyba pierwszy raz, kiedy Go tak silnie usłyszałam. Zawsze mam w sercu i w pamięci to wydarzenie. I za każdym razem kiedy pamięcią do niego wracam czuje się jak w niebie.
Mirela
Skontaktuj się z: Mirelą

image Gosia - uzdrowienie ze zranień

Zawsze pragnęłam kochać i być kochana, chciałam aby moje życie było piękne. Ale w mojej rodzinie brakowało miłości. Szukałam akceptacji u innych osób, czasem ją znajdowałam na chwilę, ale częściej byłam odrzucana. Niezaspokojony głód miłości sprawił, że zaczęłam zamykać się na ludzi i na Boga. Myślałam, że Bóg o mnie zapomniał, ale to nie była prawda. Kiedy spotkałam się z Bożą miłością na adoracji On powoli zaczął zmieniać moje myślenie. Patrzyłam na Niego i nic nie musiałam mówić a On działał. Jezus uwolnił mnie od kłamstw, które były w mojej głowie, a przede wszystkim dał mi odczuć ogrom swojej miłości i uzdrowił moje serce ze zranień z odrzucenia przez innych. To spotkanie z Jezusem w czasie adoracji przemieniło całkowicie moje życie. Teraz jestem zupełnie inna osobą, która ma relacje z Jezusem, który jest żywą Osobą i kocha mnie wyjątkową osobista miłością. Jestem we wspólnocie ludzi, którzy też odkryli, że są dziećmi Boga, który jest prawdziwy i działa pośród nas. Dziękuję Ci Jezu że mnie odzyskałeś. Jesteś moim Zbawicielem.
Gosia
Skontaktuj się z: Gosią

image Dorota - dziś czuje się przede wszystkim wolna

Bóg nie może nie kochać! Bóg nie może nie uzdrowić serca, które Go traktuje na poważnie. Taka również jest moja historia. Może historia bez fajerwerków, ale prawdziwa tak, jak prawdziwa jestem ja.
Dziś mam 30 lat. Spotkałam Boga żyjącego 8 lat temu. Mimo, iż moje życie toczyło się przy kościele, jednak nie rozumiałam tego po co tam chodzę. Mając 22 lata zdążyłam zostać poraniona. Zranili mnie Rodzice (pewnie jak większość z nas, również nieświadomie), zranili mnie chłopcy / mężczyźni, u których szukałam szczęścia, w których ramionach szukałam miłości i swojej własnej wartości, zraniłam siebie sama – szukając siebie i rozpaczliwie próbując nadać sobie wartość i tożsamość. Pojawił się grzech nieczystości, kłamstwa i „kłamstewka”, oszukiwanie Rodziców, w imię miłości – cielesność i pożądanie. Nie spodziewałam się nawet jak mocno się zatraciłam – mimo, iż na zewnątrz pozostałam „grzeczną dziewczyną”.
Osiem lat temu, na jednej z Eucharystii poczułam tak bardzo silne wezwanie / wołanie / powołanie / pragnienie, że w mojej głowie i moim sercu nie było wtedy miejsca na nic innego. Pragnienie to dotyczyło zerwania z takim trybem życia i rozpoczęcie na nowo – z Chrystusem, aktywnie w Kościele, i co bardzo ważne: nie jako obserwator z ławki, ale jako dający, jako aktywista, jak ktoś, od kogo coś zależy.
Zgodziłam się na to wezwanie, znalazłam wspólnotę Szkołę Nowej Ewangelizacji i nie zostałam w tym sama. Przez te 8 lat realnego doświadczania Boga, szukania Go i znajdowania, czytania Jego Słowa, modlitwy osobistej z pragnienia serca, wzrostu w wiedzy i doświadczeniu, tak wiele w moim sercu się zmieniło. Może nawet wszystko!
Dziś czuję się przede wszystko WOLNA. I to bycie wolną zasługuje na duże litery. Bóg uwolnił moje serce (nawet się nie spostrzegłam kiedy) od rozpaczliwego szukania swojej wartości, potwierdzania jej u innych. Czuję się dziś wolna, bo wiem i czuję, że to On nadał mi swoją niepowtarzalną wartość. Zostałam uwolniona od grzechu nieczystości, od tych niszczących skłonności. Jestem wolna od poczucia winy za wszystkie moje świństwa z przeszłości – bo powierzyłam je Chrystusowi w sakramencie Pojednania. Nawet Bóg mnie upomniał bardzo konkretnie, kiedy wracałam do swojej przeszłości żałując „jak ja mogłam coś takiego zrobić”, On chce dla mnie NOWEGO życia, zupełnie nowego, zmazując tamto stare.
Mimo, iż tamte stare historie nie zostały wymazane z mojej pamięci, to dziś nie ciążą już na mnie.
Moje serce jest spokojne. Nie martwię się już o przyszłość, o pieniądze, a przede wszystkim o zdrowie (choć o nie dbam), bo powierzyłam to wszystko Bogu. Moje życie teraz ma sens. Największym kiedyś moim zmartwieniem było to, żeby nie zmarnować sobie życia. A dziś czuję, że życie przy Bogu nadaje mu sens. Moje życie ma sens.
Jestem spokojna, szczęśliwa, robię często takie rzeczy dla Boga i ludzi, których nigdy bym nie zrobiła z braku odwagi. Byłam wycofana i zastraszona, a dziś jestem odważna i pewna siebie. Bo moja moc nie pochodzi ode mnie, ale od Tego, który Zmartwychwstał i pokonał grzech i śmierć.
Takie życie również jest dla Ciebie.
Dorota
Skontaktuj się z: Dorotą

image Agnieszka - ku wolności

Chodziłam do kościoła, modliłam się, ale moja religijność była bardzo niedojrzała. Słabość, grzech powodował, że coraz mocniej zamykałam się w sobie, na ludzi oraz na BOGA. Życie toczyło się dalej, a ja w głębi serca czułam ogromny smutek.
Spotkałam JEZUSA – Boga Żywego w moim życiu, gdy przestałam udawać sama przed sobą, że jestem silna, że dam sobie radę ze wszystkim sama, bez niczyjej pomocy. Doświadczyłam ogromnego pokoju, chwila szczerości, wyznania wszystkiego JEZUSOWI pozwoliła mi narodzić się na nowo.
Stopniowo uczę się pokonywać własne słabości, lęk. Doświadczam wewnętrznego uzdrowienia oraz tego, ze BÓG jest wierny Swojemu Słowu – pragnie mojej wolności.
Agnieszka
Skontaktuj się z: Agnieszką

image Agata - pewność siebie

Kiedyś wiara była dla mnie cotygodniowym chodzeniem do kościoła i ewentualnie od święta pomodliłam się wieczorem. Wśród znajomych byłam określana „wiecznie uśmiechniętą wariatką” i w sumie faktycznie tak było. Jednak gdy przekraczałam próg domu pojawiała się ta „druga twarz”. Niestety mamy odmienne podejście do świata z moją mamą i inne wartości są dla nas ważne. W miarę dorastania tak mnie życie prowadziło, że zbliżałam się do kościoła. Przez przypadek zaczęłam prowadzić gazetkę parafialną, dołączyłam do młodzieży przyparafialnej i dzięki temu w miarę upływu czasu zbliżałam się do Boga. To można by powiedzieć pogorszyło sprawę w domu, odmienne postrzeganie wiary, życia, inne priorytety to wszystko różniło mnie od reszty rodziny. Pogłębiły się wieczne spory, kłótnie w ogólnie potrafiłyśmy już ze sobą rozmawiać.
Jakiś czas dołączyłam do gliwickiej SNE. Jak można się domyśleć, mojej mamie to się średnio podoba, nazywa to „sektą” mówi, że mnie omotali itp., ale oczywiście nie zabrania mi tego. Kryzysy nie zniknęły, kłótnie nadal bywają, mama nie potrafi zrozumieć, że wspólnota jest dla mnie ważna, jednak ja mam do tego inne podejście. Potrafię niekiedy odpuścić, gdy jestem prowokowana wolę się pomodlić i w ten sposób uspokoić. Wydaje mi się, że w tym momencie w domu jest nieco spokojniej, czasem słowa mamy mnie bardzo ranią, ale w tym momencie wiem, że jest Tatuś-Bóg, do którego zawsze mogę przyjść i nigdy mnie nie odtrąci ani nie zrani, co bardzo wyraźnie pokazała mi wspólnota.
Oprócz tego wszystkiego, mam lepszy kontakt z rodzeństwem, jestem bardziej pewna siebie, bo przecież cokolwiek nie zrobię Ojciec będzie ze mnie dumny, zniknął też wstyd przed powiedzeniem „Wierzę w Boga”, bo nawet jeśli zostanę wyśmiana (co jeszcze mi się nie zdarzyło) nic to nie zmieni, bo mam wspólnotę i wspaniałych przyjaciół, stojących za mną murem. Staram się również „konsultować” wszystkie sprawy z Panem Bogiem i wybory jakie ostatnimi czasem podejmuje są dobre, choć czasem z pozoru wydają się błędne zawsze wszystko ma szczęśliwe zakończenie.
CHWAŁA PANU!
Agata
Skontaktuj się z: Agatą

image Maja - ukojenie serca i duszy

Moje życie od samego początku było bardzo trudne. Na samo wspomnienie dzieciństwa mam gęsią skórkę. Przez całe dzieciństwo widziałam jak najbliższe mi osoby, które powinny się o mnie troszczyć, niszczą same siebie i naszą rodzinę przez alkohol. Kiedy komuś opowiadam, co przeżyłam, nikt nie może uwierzyć.
Moje życie było wiele razy dosłownie zagrożone, a największym zagrożeniem byli moi rodzice. Odkąd pamiętam byłam potwornie bita pięściami, kopniakami, przypalana grzejnikiem, rodzice w środku nocy włóczyli się gdzieś ze mną i bratem. Również psychicznie się nad nami znęcali. Mimo iż nie byli biedni i oboje pochodzili z wykształconych, majętnych rodzin. Przez ich zamiłowanie do alkoholu często nie mieliśmy co jeść. Mimo tego ciągłego koszmaru ja całym sercem ufałam Bogu, wiedziałam że mnie ocali, wiem że wiele razy uratował mi życie. Myślę, że to wielka łaska w tak trudnej sytuacji wciąż wierzyć, i ufać Bogu. Do szkoły chodziłam posiniaczona, ale nauczyciele nie reagowali, natomiast dzieci – całkowicie się ode mnie odsunęły. Nikt się nie chciał ze mną bawić – byłam przecież patologią. W końcu rodzice się rozwiedli i trafiłam do rodziny zastępczej. Jest to bardzo wierząca rodzina, uratowali mnie, zatroszczyli się o mnie, i dali to czego nie miałam w dzieciństwie – spokojny sen. Wiem, że bardzo się starali dać mi szczęście, ale ja ciągle się czułam zagubioną sierotą. Tak naprawdę nie miałam nigdy kochających rodziców. Więc rozpaczliwie szukałam miłości, byłam gotowa oddać wszystko, całą siebie, żeby tylko ktoś mnie pokochał. I oddałam, a potem zostałam wzgardzona.
Wtedy pomyślałam że już nie mam nic, że nie mogę nic ofiarować swojemu przyszłemu mężowi, że nikt mnie nie kocha i nie pokocha. Pomyślałam że potępia mnie już nawet Bóg. Próbowałam się zabić. Na szczęście bardzo się przestraszyłam krwi, i wezwałam pomoc. Pewna osoba powiedziała mi wtedy, że zna księdza, z którym koniecznie muszę porozmawiać. Po tej próbie samobójczej zdałam sobie sprawę, że chcę żyć i muszę walczyć. Tak trafiłam do księdza Artura. Ksiądz po długiej rozmowie zaproponował mi przyjście na wspólnotę. Kiedy przyszłam po raz pierwszy, w ogóle się nie odzywałam, stałam tylko i wsłuchiwałam się w modlitwę całej wspólnoty. Myślę że nigdy wcześniej nie czułam takiego ukojenia na sercu i duszy. Czułam, że sam Bóg cieszy się że tu jestem i mocno mnie przytula, to było około 9 lat temu, a ja nie wyobrażam sobie życia bez wspólnoty. Jezus podarował mi godność, którą utraciłam. Dał mi cudownego męża, i trójkę wspaniałych dzieci, mam prawdziwych wiernych przyjaciół, na których modlitwę mogę liczyć nawet w środku nocy. Miesiąc temu Bóg podarował nam też w cudowny sposób mieszkanie, spełnił też moje marzenia o śpiewie, we wspólnocie mogę rozwijać mój talent. Ale przede wszystkim, Bóg pokazał mi że to On jest moim prawdziwym tatą, a ja Jego ukochaną córeczką.
Maja
Skontaktuj się z: Mają